Język, o którym mówi się niewiele, czyli co zgrzyta w „Ostatniej rodzinie”

Ostatnia rodzina ze znakomitymi rolami Andrzeja Seweryna, Aleksandry Koniecznej i Dawida Ogrodnika jest niewątpliwie filmem wybitnym, wielopłaszczyznowym i trudnym. Obok zachwytów wzbudza też kontrowersje, szczególnie w środowiskach związanych z Beksińskimi. Można go obejrzeć raz i chcieć zapomnieć albo oglądać wielokrotnie i za każdym razem dostrzegać coś innego. Oglądając najpierw film Jana P. Matuszewskiego i konfrontując go z nagraniami realizowanymi przez samych Beksińskich, nie sposób nie chylić czoła przed artyzmem aktorskim i charakteryzatorskim twórców tego pierwszego. Jest jednak coś, co w Ostatniej rodzinie zgrzyta. I nie bez przyczyny piszę o tym na blogu poświęconym regionalnym i dialektalnym odmianom polszczyzny w filmie.

Czytaj dalej Język, o którym mówi się niewiele, czyli co zgrzyta w „Ostatniej rodzinie”

Lwowski bałak na emigracji, czyli o pierwszym powojennym filmie z gwarą miejską Lwowa

Gwara miejska Lwowa pojawia się w (co najmniej) kilkunastu polskich filmach i serialach. Jest chyba pierwszą nieogólną odmianą polszczyzny, która znalazła reprezentację na ekranie kinowym. Stało się to za sprawą niezapomnianych Szczepka i Tońka oraz filmowi Będzie lepiej z 1936 roku. Film wyreżyserował niekwestionowany książę polskiego filmu przedwojennego – Michał Waszyński. Poza filmami ze Szepkiem i Tońkiem zawdzięczamy mu między innymi Znachora i ponad 40 przedwojennych filmów fabularnych oraz jeden niezwykły film powojenny – Wielką drogę. Dziś kilka słów o nim, w kontekście lwowskiego bałaku oczywiście. Czytaj dalej Lwowski bałak na emigracji, czyli o pierwszym powojennym filmie z gwarą miejską Lwowa

Zanim Kargul i Pawlak podeszli do płota, czyli polszczyzna kresowa przed Chęcińskim

Od ostatniego wpisu o polszczyźnie kresowej lista filmów ze śpiewną mową nieco się wydłużyła. Znalazły się na niej 32 pozycje, w tym filmy twórców, którzy przywrócili polszczyznę kresową powojennej widowni znacznie wcześniej niż zrobiło to trio Chęciński, Mularczyk, Kowalski. Dziś kilka słów o jednym z nich. Nie pierwszym w kolejności chronologicznej, ale niewątpliwie bardzo ciekawym. Nie tylko z tego powodu, że tytuł nawiązuje do pogody za oknem 😉

Czytaj dalej Zanim Kargul i Pawlak podeszli do płota, czyli polszczyzna kresowa przed Chęcińskim

O tym, jak wilniuk grał lwowiaka, czyli o filmowej polszczyźnie kresowej w „Przeprowadzkach”

17 września obchodzimy nie tylko rocznicę sowieckiej napaści na Polskę, lecz także Światowy Dzień Sybiraka. Nie tylko tego wywiezionego po 1939 roku, ale każdego, kto nie z własnej woli wysłany został „na białe niedźwiedzie”. Z tej okazji nieco spóźniona opowieść o pewnym serialowym Sybiraku ze Lwowa… a może z Wilna… Albo o wilniuku, który zagrał lwowiaka… Albo o lwowiaku, który mówił z wileńska. To może od początku…

Czytaj dalej O tym, jak wilniuk grał lwowiaka, czyli o filmowej polszczyźnie kresowej w „Przeprowadzkach”

Warszawiak, Kresowianin czy Podlasiuk, czyli o języku Ryszarda Popiołka

Każdy, kto oglądał choć jeden odcinek pierwszej serii serialu Dom doskonale zna postać Ryszarda Popiołka, dozorcy warszawskiej kamienicy przy ulicy Złotej 25. Jak twierdzi Andrzej Mularczyk, rola ta została napisana specjalnie dla Wacława Kowalskiego, który rozkwitł na ekranie jako Kaźmierz Pawlak z trylogii Sylwestra Chęcińskiego. Jak wiadomo, w roli przesiedleńca z Krużewników niedoceniany dotychczas Wacław Kowalski sprawdził się znakomicie, nie tylko aktorsko, lecz także językowo. Czy tak samo dobrze udało mu się zagrać warszawiaka?  Czytaj dalej Warszawiak, Kresowianin czy Podlasiuk, czyli o języku Ryszarda Popiołka

„Sami swoi” od podszewki, czyli o tym, że warto rozmawiać i…. czytać

Na początku byłam średnio zadowolona, bo pomyślałam, że ktoś zrealizował mój pomysł na spopularyzowanie wiedzy o jednej z najważniejszych polskich komedii. Jako że czekać nie lubię, kupiłam najszybciej jak mogłam, a przeczytałam jeszcze szybciej. I już po kilku stronach wiedziałam, że dobrze się stało! Po pierwsze, moja książka nie ujrzałaby światła dziennego przez najbliższych kilka lat, po drugie, nie mam spojrzenia reportera, a to właśnie to spojrzenie i siła przekazu są niewątpliwymi atutami książki. To spojrzenie ma Dariusz Koźlenko – filozof z wykształcenia, reportażysta z zawodu i zamiłowania, a od niedawna również autor książki Sami swoi. Za kulisami komedii wszech czasów, której premiera odbyła się w miniony wtorek w warszawskim kinie Muranów. Czytaj dalej „Sami swoi” od podszewki, czyli o tym, że warto rozmawiać i…. czytać

Wilniuk i lwowiak w jednym stali „Domu”, czyli o zróżnicowaniu polszczyzny kresowej

Serial Dom w reżyserii Jana Łomnickiego znają chyba wszyscy. Jego emisja w latach osiemdziesiątych ściągała przed telewizory całe rodziny, podobnie jak czwarta i piąta seria, która towarzyszyła niedzielnym obiadom Polaków w latach dziewięćdziesiątych. Serial, który z powodzeniem określić można miarą kultowego, przypominany jest między innymi przez TVP Polonia, TVP Kultura czy TVP Historia, więc raz na jakiś czas przeżywać możemy ponownie zmartwienia i radości mieszkańców warszawskiej kamienicy przy ul. Złotej. W dobie zalewu telewizji i Internetu z jednej strony serialami amerykańskimi, z drugiej – polską papką serialową postanowiłam przypomnieć sobie Dom. Na marginesie: dobrze się sprawdza jako urozmaicenie monotonnych treningów na bieżni w deszczową pogodę 🙂 Czytaj dalej Wilniuk i lwowiak w jednym stali „Domu”, czyli o zróżnicowaniu polszczyzny kresowej

„Niech nie siada na kamieniu, bo dupsko zmarznie i wilka nabawi się”, czyli o (nie)grzeczności językowej

Jakiś czas temu przypadkiem natknęłam się na zbiór fabularyzowanych reportaży Andrzeja Mularczyka zatytułowany Polskie miłości. W książce zgromadzono kilkadzieścia opowiadań, a każde z nich mogłoby posłużyć za scenariusz ciekawego filmu.

Czytaj dalej „Niech nie siada na kamieniu, bo dupsko zmarznie i wilka nabawi się”, czyli o (nie)grzeczności językowej

Gwarowe przysmaki, czyli na co miał smak Jaśko Pawlak

Pewnie większość z Was właśnie piecze, gotuje, pichci – albo przynajmniej podjada w kuchni 🙂 Kiedy na rudnickie włości przyjeżdżał z Ameryki Jaśko Pawlak, jego bratowa Mania też spędziła w kuchni wiele godzin. „Gość dom, Bóg w dom”, a gościa, szczególnie takiego, byle czym częstować nie można. Wprawdzie ani z filmu, ani z książki nie dowiadujemy się, czym Mania chciała Johna ugościć, ale wiadomo, że Jaśko miał smak na… Czytaj dalej Gwarowe przysmaki, czyli na co miał smak Jaśko Pawlak