Język, o którym mówi się niewiele, czyli co zgrzyta w „Ostatniej rodzinie”

Ostatnia rodzina ze znakomitymi rolami Andrzeja Seweryna, Aleksandry Koniecznej i Dawida Ogrodnika jest niewątpliwie filmem wybitnym, wielopłaszczyznowym i trudnym. Obok zachwytów wzbudza też kontrowersje, szczególnie w środowiskach związanych z Beksińskimi. Można go obejrzeć raz i chcieć zapomnieć albo oglądać wielokrotnie i za każdym razem dostrzegać coś innego. Oglądając najpierw film Jana P. Matuszewskiego i konfrontując go z nagraniami realizowanymi przez samych Beksińskich, nie sposób nie chylić czoła przed artyzmem aktorskim i charakteryzatorskim twórców tego pierwszego. Jest jednak coś, co w Ostatniej rodzinie zgrzyta. I nie bez przyczyny piszę o tym na blogu poświęconym regionalnym i dialektalnym odmianom polszczyzny w filmie.

Czytaj dalej Język, o którym mówi się niewiele, czyli co zgrzyta w „Ostatniej rodzinie”

„Oj, Herodzie, za twe zbytki chodź do piekła, boś ty brzydki”, czyli kolędniki w filmach

Kiedy rozpoczynałam swoją zabawę z gwarą w filmach, myślałam, że mój materiał jest zbiorem skończonym. Im więcej jednak czytam i oglądam, tym bardziej przekonuję się, że to worek bez dna. Trochę tak ten świętomikołajowy, który być może utknął gdzieś w Waszych kominach 🙂 Okazuje się bowiem, że polska kinematografia obfituje w dzieła i dziełka, których twórcy wykorzystywali nieogólnopolskie (również te ludowe) odmiany języka. I to nie tylko w Samych swoich czy Janosiku. Polska wieś z powodzeniem grała w wielu filmach epoki PRL-u – także jako bohater pierwszoplanowy. Czytaj dalej „Oj, Herodzie, za twe zbytki chodź do piekła, boś ty brzydki”, czyli kolędniki w filmach

O tym, czy gwarę można między bajki włożyć, czyli o stereotypach utrwalanych w języku

Kraina loduChcecie bajkę? Oto bajka… Była sobie pchła sza… A, nie, to nie ta bajka! Była sobie bardzo nieszczęśliwa księżniczka, obdarzona niebezpiecznym darem zamieniania wszystkiego w … (nie, nie w złoto) lód i sprowadzania na ziemię zimy, takiej ze śniegiem i mrozem zamiast deszczu i pluchy. Przerażona własną mocą i zimą, którą niespodziewanie obdarzyła swoje królestwo, Elza uciekła z zamku, a jej młodsza siostra Anna wyruszyła na jej poszukiwania. Czytaj dalej O tym, czy gwarę można między bajki włożyć, czyli o stereotypach utrwalanych w języku

„Wsi niespokojna, wsi niewesoła”, czyli o filmie, w którym gwara nie śmieszy


Właściwie wielu widzów już po pierwszych kilkunastu minutach filmu przypisałoby Zmowę Wojciechowi Smarzowskiemu. Rzecz bowiem dzieje się na peerelowskiej wsi i rozpoczyna sielankowo – sceną z wesela Krysi i Staszka Tomaszków. Ot, zwykłe wesele (może nawet trochę do tego z filmu Smarzowskiego podobne), na zwykłej wsi, takie jakich wiele w polskich filmach. Są szczęśliwi młodzi, są rodzice panny młodej i nieco już podchmieleni weselnicy. Czytaj dalej „Wsi niespokojna, wsi niewesoła”, czyli o filmie, w którym gwara nie śmieszy

O mazurzeniu, czyli dlaczego Janosik może „lezeć”, ale Kwiczoł nie może zbierać „gzybków”

Mazurzenie, bo o nim chcę dzisiaj napisać, bardzo Kwiczołczęsto kojarzone jest z dziecięcym seplenieniem. Zjawisko to polega bowiem na wymowie c zamiast č, s zamiast š, z zamiast ž i dz zamiast ǯ. Na wsiach mazowieckich, małopolskich (a zatem też i podhalańskich) oraz północno-śląskich z ust starszych osób do dziś możemy usłyszeć: capla, nase, zyto i dzem. Podobnie mówi grany przez Bogusza Bilewskiego Kwiczoł, zwany przez wszystkich Ficołem, którego przezwisko również potwierdza wykorzystanie tej cechy przez twórców filmowego Janosika. Mówi tak nie tylko Kwiczoł, mazurzy również Janosik (w tej roli niezapomniany Marek Perepeczko), Pyzdra, grany przez Witolda Pyrkosza, jak również inni mieszkańcy karpackich jaskiń i wiosek, których obejrzeć i posłuchać możemy w filmie i serialu w reżyserii Jerzego Passendorfera. Zanim jednak o JanosikuCzytaj dalej O mazurzeniu, czyli dlaczego Janosik może „lezeć”, ale Kwiczoł nie może zbierać „gzybków”