Bałakanie w ciemności, czyli o gwarze lwowskiej ulicy słów kilka

Jako że książki o tematyce żydowskiej wyszukuję nie tylko na półkach bibliotek, lecz także księgarń, i pochłaniam w trybie natychmiastowym, to na początku 2012 roku, kiedy na ekrany polskich kin wchodził film W ciemności Agnieszki Holland, byłam już po lekturze wspomnień Krystyny Chiger.  Zdążyłam się więc zaprzyjaźnić z dziewczynką w zielonym sweterku i przyzwyczaić do patrzenia na lwowskie getto i lwowskie kanały oczyma dziecka. Czytaj dalej Bałakanie w ciemności, czyli o gwarze lwowskiej ulicy słów kilka

O ikaniu i ukaniu, czyli co Szczepcio i Tońcio mają wspólnego z samogłoskami

Miało być o Lwowie porównawczo, ale będzie o dwóch przedwojennych „leopolitach”, czy – jak kto woli: lwowiakach – i z urodzenia, i z ról filmowych. Tak w życiu, jak i w filmie byli niejako swoimi… chciałam napisać „negatywami”, ale to określenie nie pasuje do żadnego z bohaterów. Byli więc swoimi „pozytywami”: jeden to chuchrowaty, niski blondyn, drugi – dobrze zbudowany, wysoki brunet. Ten pierwszy – syn lwowskiego urzędnika z tradycjami – studiował prawo, spełniając aspiracje ojca. Drugi – typowy lwowski baciar – zdał eksternistyczne egzaminy i dostał się na politechnikę. Spotkali się w Polskim Radiu w latach trzydziestych minionego wieku, by bawić do łez dialogami odgrywanymi piękną gwarą lwowską. Wiecie już o kim mowa? Czytaj dalej O ikaniu i ukaniu, czyli co Szczepcio i Tońcio mają wspólnego z samogłoskami

O siakaniu i nie tylko, czyly gwara warsiaska na śklanem ekranie

Dziś wprawdzie i o gwarze, i o filmie, ale trochę nietypowo, bo nie o gwarze ludowej, jak dotychczas, ale o gwarze warszawskiej. I musowo z dedykacjami. Pierwszą: dla twórców i członków Stowarzyszenia Gwara Warszawska. Drugą: dla… mojego dentysty, który chciał podtrzymać rozmowę przedzabiegową (bo drętwiejącej od znieczulenia szczęki już się podtrzymać nie dało): Czytaj dalej O siakaniu i nie tylko, czyly gwara warsiaska na śklanem ekranie

O zaśpiewie, czyli w czym Kowalski okazał się lepszy od Hańczy

hanczaJuż dawno chodzi mi po głowie wpis o dwóch panach, którzy witają Was na moim blogu, zanim jeszcze ja zdążę to zrobić. Jak to jednak z wpisami bywa: nim się pojawią w przestrzeni internetowej, dokonać się musi jedna z dwóch rzeczy: chwila wolnego albo przesyt wszystkiego… Przyszła pora na to drugie, a zatem voila! Czytaj dalej O zaśpiewie, czyli w czym Kowalski okazał się lepszy od Hańczy

O fonetyce międzywyrazowej, czyli dlaczego gorolowi tak trudno zagrać hanysa

romanek

Fora filmowe i serwis YouTube roją się od komentarzy dodawanych pod filmami lub recenzjami filmów, w których usłyszeć możemy gwary śląskie. Komentarze te podzielić można na dwa typy – jedne wyrażają zachwyt, drugie – nie szczędzą krytyki. U podstaw tej ostatniej leżą z jednej strony emocje, z drugiej zaś – odczucia i użytkowników nierozumiejących dialektu śląskiego, i autochtonów, którzy „wiedzą lepiej”.  Często komentarze te są przejawem postawy „nie znam się, to się wypowiem” i napiszę, że „gdyby w tym filmie grali Ślązacy, to by dopiero była śląska mowa”. Czytaj dalej O fonetyce międzywyrazowej, czyli dlaczego gorolowi tak trudno zagrać hanysa

O mazurzeniu, czyli dlaczego Janosik może „lezeć”, ale Kwiczoł nie może zbierać „gzybków”

Mazurzenie, bo o nim chcę dzisiaj napisać, bardzo Kwiczołczęsto kojarzone jest z dziecięcym seplenieniem. Zjawisko to polega bowiem na wymowie c zamiast č, s zamiast š, z zamiast ž i dz zamiast ǯ. Na wsiach mazowieckich, małopolskich (a zatem też i podhalańskich) oraz północno-śląskich z ust starszych osób do dziś możemy usłyszeć: capla, nase, zyto i dzem. Podobnie mówi grany przez Bogusza Bilewskiego Kwiczoł, zwany przez wszystkich Ficołem, którego przezwisko również potwierdza wykorzystanie tej cechy przez twórców filmowego Janosika. Mówi tak nie tylko Kwiczoł, mazurzy również Janosik (w tej roli niezapomniany Marek Perepeczko), Pyzdra, grany przez Witolda Pyrkosza, jak również inni mieszkańcy karpackich jaskiń i wiosek, których obejrzeć i posłuchać możemy w filmie i serialu w reżyserii Jerzego Passendorfera. Zanim jednak o JanosikuCzytaj dalej O mazurzeniu, czyli dlaczego Janosik może „lezeć”, ale Kwiczoł nie może zbierać „gzybków”

O blondynkach, czyli dlaczego w ogóle powstał ten blog

blondynka_2_sezon_sylwia_julia_16720785

Zaczęło się właśnie od tego, że blondynka (przypadkiem, w wakacyjnej przerwie) obejrzała Blondynkę… Nie ma jednak co ukrywać: blondynka nie wpadłaby na pomysł bloga o gwarze w filmach i serialach, gdyby nie miała polonistycznego spaczenia / paczenia (niepotrzebne skreślić), czy też filologicznego oglądu / osłuchu (jak wyżej) rzeczywistości, gdyby nie pracowała w instytucji, która w nazwie ma rzeczownik „dialektologia” i gdyby… za dużo gdybała. Czytaj dalej O blondynkach, czyli dlaczego w ogóle powstał ten blog