Jak mówią „Gwiazdy”, czyli o zmarnowanym potencjale nie tylko piłkarskim

W najnowszym kinie polskim pojawia się ostatnio sporo śląskich akcentów. Również akcentów językowych. Jednak akcent, jak to akcent, jeśli jest obcy, to nie jest tak łatwy w realizacji, jak to się pozornie wydaje. Dowodem na to są Gwiazdy w też. Jana Kidawy-Błońskiego, które można jeszcze obejrzeć (i wysłuchać) w kinach.

Czytaj dalej Jak mówią „Gwiazdy”, czyli o zmarnowanym potencjale nie tylko piłkarskim

Język, o którym mówi się niewiele, czyli co zgrzyta w „Ostatniej rodzinie”

Ostatnia rodzina ze znakomitymi rolami Andrzeja Seweryna, Aleksandry Koniecznej i Dawida Ogrodnika jest niewątpliwie filmem wybitnym, wielopłaszczyznowym i trudnym. Obok zachwytów wzbudza też kontrowersje, szczególnie w środowiskach związanych z Beksińskimi. Można go obejrzeć raz i chcieć zapomnieć albo oglądać wielokrotnie i za każdym razem dostrzegać coś innego. Oglądając najpierw film Jana P. Matuszewskiego i konfrontując go z nagraniami realizowanymi przez samych Beksińskich, nie sposób nie chylić czoła przed artyzmem aktorskim i charakteryzatorskim twórców tego pierwszego. Jest jednak coś, co w Ostatniej rodzinie zgrzyta. I nie bez przyczyny piszę o tym na blogu poświęconym regionalnym i dialektalnym odmianom polszczyzny w filmie.

Czytaj dalej Język, o którym mówi się niewiele, czyli co zgrzyta w „Ostatniej rodzinie”

Agata Kulesza po śląsku, czyli szczypta śląszczyzny w „Jestem mordercą”

Gwary śląskie są jednymi z niewielu odmian terytorialnych polszczyzny wykorzystywanymi w filmach innych niż komediowe. Ostatnich kilka miesięcy rozwoju polskiej kinematografii obfitowało w filmy, których akcja rozgrywa się właśnie na Śląsku. Jednym z nich jest dramat Macieja Pieprzycy Jestem mordercą, w którym „po ślunsku” mówi kilkoro bohaterów. Dziś o języku dwójki z nich.

Czytaj dalej Agata Kulesza po śląsku, czyli szczypta śląszczyzny w „Jestem mordercą”

Lwowski bałak na emigracji, czyli o pierwszym powojennym filmie z gwarą miejską Lwowa

Gwara miejska Lwowa pojawia się w (co najmniej) kilkunastu polskich filmach i serialach. Jest chyba pierwszą nieogólną odmianą polszczyzny, która znalazła reprezentację na ekranie kinowym. Stało się to za sprawą niezapomnianych Szczepka i Tońka oraz filmowi Będzie lepiej z 1936 roku. Film wyreżyserował niekwestionowany książę polskiego filmu przedwojennego – Michał Waszyński. Poza filmami ze Szepkiem i Tońkiem zawdzięczamy mu między innymi Znachora i ponad 40 przedwojennych filmów fabularnych oraz jeden niezwykły film powojenny – Wielką drogę. Dziś kilka słów o nim, w kontekście lwowskiego bałaku oczywiście. Czytaj dalej Lwowski bałak na emigracji, czyli o pierwszym powojennym filmie z gwarą miejską Lwowa

„Księstwo” gwar świętokrzyskich, czyli o filmie z gwarą w ważnej roli

W filmach, jak w całej rzeczywistości medialnej, są gwary celebrytki (takie jak gwary śląskie, gwara podhalańska czy polszczyzna kresowa), które znajdują częstą reprezentację na polskim ekranie i gwary niecelebrytki, których obecność w filmach i serialach ma charakter jednostkowy. Jednymi z tych ostatnich są niewątpliwie gwary świętokrzyskie, które wykorzystano na dość szeroką skalę w filmie Księstwo z 2011 roku w reż. Andrzeja Barańskiego. Czytaj dalej „Księstwo” gwar świętokrzyskich, czyli o filmie z gwarą w ważnej roli

Zanim Kargul i Pawlak podeszli do płota, czyli polszczyzna kresowa przed Chęcińskim

Od ostatniego wpisu o polszczyźnie kresowej lista filmów ze śpiewną mową nieco się wydłużyła. Znalazły się na niej 32 pozycje, w tym filmy twórców, którzy przywrócili polszczyznę kresową powojennej widowni znacznie wcześniej niż zrobiło to trio Chęciński, Mularczyk, Kowalski. Dziś kilka słów o jednym z nich. Nie pierwszym w kolejności chronologicznej, ale niewątpliwie bardzo ciekawym. Nie tylko z tego powodu, że tytuł nawiązuje do pogody za oknem 😉

Czytaj dalej Zanim Kargul i Pawlak podeszli do płota, czyli polszczyzna kresowa przed Chęcińskim

Fenomen pewnego serialu, czyli książkowe zaproszenie na „Ranczo”

Nie będę ukrywać, że nie byłam fanką Rancza. Nie dlatego, że mi się nie podobało, po prostu jakoś mi nigdy nie było po drodze z telewizyjnymi serialami. Bez bólu, ale i bez większego zachwytu, obejrzałam Ranczo Wilkowyje, wsłuchując się przede wszystkim w dialogi Solejukowej i Pietrka i szukając w nich cech podlaskich. Na pomysł promowania pracy licencjackiej na temat języka ranczerskiej ławeczki przystałam jednak z radością (szczególnie, że Autorka jest zafascynowana tematem i ma potencjał ) i z tego właśnie powodu bez namysłu sięgnęłam po książkę Ranczo. Kulisy serialu wszech czasów Marty Lipeckiej i Eli Piotrowskiej, na którą trafiłam przy okazji poszukiwania prezentów mikołajkowych.

Czytaj dalej Fenomen pewnego serialu, czyli książkowe zaproszenie na „Ranczo”

Jak się mówiło na rogu Brzeskiej i Capri, czyli o filmie innym niż wszystkie

Kiedy myślimy o gwarze warszawskiej w polskich filmach, pierwsze skojarzenia prowadzą albo do Henia Lermaszewskiego z Domu przy ulicy Złotej 25, albo do kerowników z Rezerwatu. W obu tych filmach gwara warszawska jest językiem granym, zaplanowanym przez reżysera, scenarzystę i aktorów; i nawet jeśli grają ją mniej lub bardziej zawodowi aktorzy urodzeni w Warszawie lub ze stolicy pochodzący, to pozostaje ona wynikiem kreacji jej twórców i elementem zaplanowanej gry aktorskiej.

Czytaj dalej Jak się mówiło na rogu Brzeskiej i Capri, czyli o filmie innym niż wszystkie