Język(onzawca) w filmie, czyli co ma wspólnego „Plan B” i dialektologia

Od czasów Nowego początku marzy mi się polski film, w którym głównym bohaterem byłby językoznawca. Najlepiej dialektolog. Najlepiej w spódnicy. I najlepiej z warszawskiej polonistyki 🙂 Mamy przecież w polskim kinie przedstawicieli niemal wszystkich zawodów świata (kolejność przypadkowa): policjantów, złodziei, psychologów, nauczycieli (również tych akademickich), domokrążców, lekarzy, prostytutki (w końcu to najstarszy zawód świata), psychologów, pracowników korpo i tak dalej, i tak dalej… A językoznawców? Brak. Właściwie brak. Pojawiają się w jednych tylko Barwach ochronnych Krzysztofa Zanussiego. Sami więc rozumiecie, że gdy tylko dowiedziałam się, że w Planie B Kingi Dębskiej pojawia się językoznawca, w dodatku dialektolog, w dodatku w spódnicy, w dodatku z Polonu, pognałam do kina 🙂

Grana przez Edytę Olszówkę Agnieszka nie jest wprawdzie jedyną główną bohaterką filmu, ponieważ, jak wynika już z samego zwiastuna filmu, głównych bohaterów jest w nim kilkoro. Nie jest też jednak bohaterką drugoplanową. W związku z tym, że głównych bohaterów jest trochę, ich postaci zarysowywane zostają nieco szablonowo i schematycznie. Film Dębskiej nie jest bowiem studium przypadku. Opowiada historię kilku kobiet i  mężczyzn, którzy przez los lub kierujące ich losem bliższe lub dalsze osoby, postawione zostają w sytuacjach krańcowych, wymagających od nich nagłych zmian i wywrócenia życia o 180 stopni. Jedną z takich osób jest właśnie Agnieszka. A jaka jest Agnieszka? To znaczy: jaki obraz językoznawcy pozostawia w świadomości polskiego widza? I jak to się ma do rzeczywistości? W tych punktach, które z rzeczywistością można skonfrontować 🙂 Popatrzmy (spokojnie, nie będę spojlerować 😉 ):

1. Agnieszka prowadzi zajęcia z dialektologii, na których opowiada o… gwarze studenckiej. Prawda, niestety, jest taka, że gwara studencka stanowi raczej przedmiot zainteresowania socjolingwistów niż dialektologów, a w programie zajęć z dialektologii nie ma miejsca na środowiskowe odmiany języka. Na pewno nie znalazły się one w programie zajęć z dialektologii na

2. Najlepszym Wydziale Świata :), czyli warszawskiej Polonistyce, na której pracuje Agnieszka. Warto dodać, że ma do dyspozycji nowoczesną salę ćwiczeniową (żywcem wyjętą z filmów o amerykańskich liceach lub z budynku Wydziału Neofilologii przy ul. Dobrej). W rzeczywistości salom na Polonie dosyć daleko do tych prezentowanych w filmie, być może z tego powodu w Planie B zagrały tylko: wydziałowy korytarz na parterze i nieśmiertelne Akwarium (czyli portiernia) 😉 To właśnie tam

3. Agnieszka używa trudnych słów, takich jak „kontaminacja” i „deklinacja”. W końcu językoznawca to istota z innej planety, która posługuje się samymi trudnymi słowami i nie myśli o niczym innym, jak tylko o skomplikowanych teoriach. W dodatku myśli o nich nie tylko podczas zajęć, lecz także w drodze na uczelnię, w związku z czym nawet pana portiera wita wesołym stwierdzeniem, że „60% Polaków ma kłopoty z deklinacją” 🙂 Agnieszka jest bowiem

4. raczej lubiana zarówno przez studentów (skoro informacja o tym, że w kolejnym semestrze ma ich przejąć ktoś inny nie wywołuje radości), jak i obsługę administracyjną wydziału. Cóż, jednak językoznawca też człowiek 🙂 i ma jakieś życie poza uczelnią, nawet jeśli

5. jest star… singielką. Nie mieszka jednak z kotem 🙂 Kot znalazł się w mieszkaniu innej bohaterki, a pies pomógł znaleźć „plan B” bohaterowi granemu przez Dorocińskiego. W dwupokojowym mieszkaniu Agnieszki nie znalazło się więc miejsce na kota, być może dlatego, że

6. znajduje się w nim mnóstwo książek. Jak to na mieszkanie polonisty przystało 🙂 Książki wypełniają wszystkie półki w jej mieszkaniu, leżą też przy łóżku. Wprawne oko widza wypatrzy wśród nich wydany jakiś czas temu wywiad zatytułowany Wszystko zależy od przyimka (rozmowę Jerzego Sosnowskiego z Andrzejem Markowskim, Janem Miodkiem i Jerzym Bralczykiem). Mimo miłości do książek Agnieszka nie żyje jednak tylko zagadnieniami językoznawczymi, ponieważ

7. ma wieloletni romans ze swoim przełożonym. Cóż, bez tego stereotypu portretowanie środowiska akademickiego nie mogło się obyć 🙂 Jedno jest pewne: tak luksusowych gabinetów jak ten służący za „gniazdko miłości” Agnieszki i profesora, na warszawskim Polonie na pewno nie ma 😉

Mimo kilku stereotypów, które posłużyły do zbudowania filmowej postaci pani dialektolog, jej wizerunek nie jest jednowymiarowy i balansuje gdzieś pomiędzy komizmem a realizmem tak, jak pomiędzy komedią i filmem obyczajowym balansuje cały film Kingi Dębskiej. Moim zdaniem warto go obejrzeć nie tylko po to, żeby się dowiedzieć, jak potoczą się losy pani dialektolog. Nie jest to wprawdzie dramat (czyli to, co tygryski lubią najbardziej), nie jest też jednak głupawa komedia, których w polskim kinie ostatnich lat niestety nie brakuje. Warto więc spojrzeć na niego z dystansem, tak, jak z dystansem zaczynają w pewnym momencie patrzeć na życie jego bohaterowie.

A na polski film z językoznawcą w roli głównej nadal czekamy 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *