Co słyszą widzowie, czyli jeszcze raz o języku w „Koronie królów”

Czy wiecie że… 1. W wielostronicowych podręcznikach i poradnikach poświęconych pisaniu scenariuszy filmowych treści dotyczące językowego kształtowania dialogów bohaterów zajmują zaledwie kilka stron? 2. W liczącej 677 stron monografii poświęconej kultowemu filmowi Faraon, nie ma ani jednego rozdziału dotyczącego warstwy dialogowej adaptacji powieści Prusa? 3. W zaledwie kilkunastu spośród tysięcy pozycji, składających się na polską literaturę filmoznawczą, przedmiotem opisu jest język bohaterów filmowych?  Jeśli chcecie się dowiedzieć, co to wszystko ma wspólnego z Koroną królów, zapraszam do lektury.

Burzliwa dyskusja dotycząca serialu, który TVP emituje od początku 2018 roku, stopniowo się wycisza. Komentarze i wpisy na forach internetowych i w portalach społecznościowych dowodzą, że Korona królów ma nie tylko zagorzałych przeciwników, lecz także wiernych widzów, którzy bronią jej jako produkcji popularyzującej wiedzę na temat historii Polski. Nie ulega też wątpliwości, że zasada „Niech mówią. Nawet źle, byle by tytułu nie przekręcali” zadziałała w wypadku tego serialu w 100%. Słupki oglądalności w odniesieniu do pierwszych odcinków serialu rosły nie tylko za sprawą widzów, których serial zwyczajnie wciągnął, lecz także tych, którzy postanowili obejrzeć go z ciekawości albo tylko po to, aby wiedzieć, co krytykują 😉 Podstawą krytyki było zaś niemal wszystko: począwszy od nieścisłości historycznych, przez fatalną charakteryzację postaci, po pozostawiające wiele do życzenia umiejętności niektórych aktorów. Widzowie Korony królów zwracają uwagę również na język, mimo tego, że jego znaczenie w dziele filmowym marginalizują i teoretycy, i praktycy filmowi.  Świadczy o tym kilkadziesiąt komentarzy zamieszczonych przez osoby, które obejrzały kilka odcinków serialu, na oficjalnym fanpage’u Korony królów. To właśnie one są dowodem świadomości językowej widzów serialu oraz tego, że język jednak ma znaczenie. Co ważne widzowie (o różnych kompetencjach językowych) zwrócili uwagę na różne aspekty lingwistyczne, również te zignorowane przez twórców filmu. Postanowiłam przyjrzeć się niektórym z nich.

1. Wielojęzyczność

Ambicją twórców Korony królów jest pokazanie czternastowiecznego polskiego dworu królewskiego. Jak wiadomo w związku z licznymi międzynarodowymi mariażami członków rodziny królewskiej (pierwsza żona Kazimierza była Litwinką, jedna z jego sióstr wyszła za Węgra, druga za Czecha) dwór ten był wielonarodowościowy, a co za tym idzie – wielojęzyczny. O tym, że ta wielojęzyczność nie została oddana w serialu zbyt konsekwentnie, pisałam już w poprzednim wpisie dotyczącym Korony królów. Analiza komentarzy prowadzi do wniosku, że widzowie zwracają uwagę na wielojęzyczność przede wszystkim z tego powodu, że nie rozumieją tekstów w językach obcych, zwłaszcza węgierskim i litewskim.

Drugą rzeczą, która nie jest im obojętna, to nieodpowiednio dobrany lektor. Z jednej strony bowiem twórcy serialu nie tłumaczą kwestii węgierskich, z drugiej – do tłumaczenia kwestii wypowiadanych przez filmowych Litwinów zaangażowali lektora, co nie wszystkim widzom przypadło do gustu:

Choć niektórzy rozumieją takie rozwiązanie (lektor zamiast napisów) i odczytują je jako ukłon w stronę osób starszych (a takich w gronie odbiorców TVP jest sporo), którym filmy z napisami sprawiają niemałe trudności.

2. Nieumiejętna realizacja języków obcych (zwłaszcza łaciny)

Część widzów Korony królów narzeka na to, że nie rozumie węgierskiego, innym nie podoba się lektor zagłuszający wypowiedzi filmowych Litwinów, a jeszcze inni zapewne sporo by dali za to, żeby ktoś znający fonetykę łacińską zdubbingował (grającego w serialu biskupa) Roberta Gonerę, który często zmuszony jest (przy czym w tym wypadku mamy do czynienia z udosłownieniem tego związku frazeologicznego) posługiwać się łaciną:

Jak wynika z serwisu Film Polski, za konsultacje latynistyczne odpowiada Robert Sochań. Z jakim skutkiem…? Cóż, nie znam łaciny na tyle, żebym mogła się na ten temat wypowiedzieć. Ważne jest jednak dla mnie to, że jej użycie w Koronie królów zwróciło uwagę widzów prawdopodobnie specjalistów i stało się podstawą krytyki.

3. Błędne (niezgodne z faktami historycznojęzykowymi) wykorzystanie języków obcych

Jak się okazuje, brak predyspozycji językowych Roberta Gonery to nie jedyny powód krytyki wielojęzyczności wykorzystanej w serialu. Każdy kij, również ten krytyczny, ma dwa końce. Z jednej strony bowiem widzowie krytykują brak kompetencji twórców serialu, z drugiej zaś – sami nie do końca wiedzą, o czym piszą…, o czym świadczy poniższa dyskusja:

Litewski, ruski, rosyjski i starocerkiewnosłowiański wymieszały się w tej wielojęzycznej mozaice… W którymś kościele dzwonią, ale nie do końca wiadomo, w którym.

4. Słabą dykcję aktorów

Aby oceniać łacińską fonetykę Ro czy faktów historycznojęzykowych trzeba wykazywać się wiedzą jeśli nie specjalistyczną, to przynajmniej dość zaawansowaną. Do oceny dykcji aktorów nie trzeba być logopedą, a jednak to kolejna rzecz, na którą narzekają widzowie serialu…

I o ile w poprzednim punkcie można było podawać w wątpliwość świadomość językową widzów Korony królów, o tyle w tym trudno się z nimi nie zgodzić, o czym też już zresztą pisałam.

5. Dialogi rażące banalnością

Lektura wielu pozycji z zakresu filmoznawstwa i poradników scenopisarstwa prowadzi do wniosku, że do treści i formy dialogów filmowych nie przywiązuje się większej wagi. Rozmowy z twórcami filmów i konsultantami językowymi dowodzi, że może jednak nie jest w tej materii aż tak źle, nie zmienia to jednak faktu, że warstwa językowa filmu jako dzieła kultury wizualnej, a zatem bazującego przede wszystkim na obrazie, jest w opisach teoretycznych marginalizowana, a jej obecność w podręcznikach dla przyszłych filmowców sprowadza się do udzielenia kilku rad dotyczących kreacji dialogów. Wydaje się jednak, że nawet tych kilku rad twórcy Korony Królów nie wzięli sobie do serca. Tak przynajmniej twierdzą widzowie, którzy zarzucają serialowym dialogom nadmierny patos, banał, brak logiki i spójności z fabułą.

Widzowie przytaczają cytaty, które gdyby wyszły spod pióra kabareciarzy, mogłyby zyskać miano skrzydlatych słów…, a tak: fruną, ale jedynie w przestrzeń hejterską:

Na marginesie: dla mnie niekwestionowanym zwycięzcą są słowa Kazimierza usiłującego uzyskać od Olgierda więcej informacji na temat domniemanych zdrajców, czyhających na życie jego i jego rodziny: „Mów, kto to jest! Nazwiska!” 😉

6. Warstwa onomastyczna (czyli z polskiego na nasze: nazwy własne, a konkretnie imiona)

Wbrew (kolejnym) pozorom, nazwy własne w filmach odgrywają ogromną rolę, być może nie z punktu widzenia fabuły, ale na pewno z punktu widzenia charakterystyki bohaterów i interpretacji samego dzieła. Nie bez przyczyny Andrzej Mularczyk chciał, żeby Pawlak nosił imię Kaziuk, a bohaterki filmu Jana Jakuba Kolskiego Serce serduszko nazywają się Masza i Kordula. W odróżnieniu od nich, twórcy filmu historycznego, którego warstwa onomastyczna siłą rzeczy powinna mieć charakter realistyczny, nie mają zbyt dużego pola manewru. Z drugiej jednak strony żaden film historyczny nie może się obejść bez postaci fikcyjnych. Nazwy własne do nich się odnoszące powinny jednak wpisywać się w realia epoki, w której rozgrywa się akcja filmu. Na fanpege’u serialu znalazłam ciekawą dyskusję, która toczyła się wokół form imion niektórych z jego bohaterów. Oczywiście z dyskutantami można by dyskutować ;), nie to jest jednak w tej chwili istotne. Ważne jest to, że z pozoru drugoplanowe elementy języka bohaterów filmowych, jakim są nieoficjalne formy imion funkcjonujących w Średniowieczu, mają dla widzów znaczenie. Nie są więc dla nich przezroczyste.

7. Etykieta językowa

Nie bez znaczenia dla warstwy językowej filmu pozostaje też etykieta językowa, determinująca sposoby zwracania się do siebie bohaterów. Warto zauważyć, że zarówno dawniej, jak i współcześnie w środowiskach tradycyjnych (np. na wsi) zasady tej etykiety były (i są) wyraźnie ustalone i warunkowane przede wszystkim relacjami, w jakich pozostają między sobą bohaterowie, oraz sytuacją komunikacyjną. Podobnie jest zresztą w naszej codziennej komunikacji – inaczej zwracamy się do bliskich, inaczej do obcych, a jeszcze inaczej do osób stających od nas wyżej w hierarchii społecznej, choć to ostatnio zaczyna się trochę zmieniać. Na czternastowiecznym Wawelu etykieta językowa, jak zresztą etykieta w ogóle, nie była tak luźna, jak chociażby ta, którą możemy usłyszeć w Rodzince.pl. Zobaczcie, co mówią o etykiecie językowej Korony Królów jej widzowie:

8. Ciekawostki etymologiczne i semantyczne

Trochę złośliwsi widzowie pociągnęli (również językowy) wątek nieco na siłę wepchniętej do serialu etymologii rzeczownika wodzirej.

Jeszcze inni zwrócili uwagę na zmiany semantyczne wyrazów ich zdaniem nieuwzględnione przez twórców serialu. Warto podkreślić, że poniższa wypowiedź to post osoby, która samą ideę Korony królów  pochwala, chociaż widzi w niej mankamenty (nie tylko językowe 😉 ):

9. Zbyt współczesny język postaci żyjących w średniowieczu

Przy tym punkcie warto zatrzymać się trochę dłużej, ponieważ kwestii nieumiejętnej stylizacji widzowie poświęcają najwięcej uwag. Archaizacja językowa w polskim filmie i serialu fabularnym przez wiele lat nie była podejmowana przez językoznawców. Kilka lat temu zagadnienia związane z tą problematyką zaczął badać Jakub Bobrowski z Krakowa. Na razie jego analizy nie mają charakteru oceniającego. Nie sformułował też autor żadnych wniosków decydujących o udanym bądź nieudanym zabiegi stylizacyjnym zastosowanym w filmie i serialu. Zbudowanie z jednej strony wiarygodnej, z drugiej zaś – zrozumiałej dla odbiorcy kultury popularnej stylizacji językowej nie jest wcale zadaniem prostym. Twórcy Korony królów obrali strategię adaptacyjną – zaadaptowali język współczesny do realiów średniowiecznych. Jak wynika z poniższych wypowiedzi, zabieg ten nie jest dla widzów przezroczysty… Choć to delikatnie powiedziane 🙂

Ważne jest jednak to, że widzowie są świadomi trudności, z jakimi zmagać się muszą twórcy serialu osadzonego w realiach Polski XIV wieku.

Ciekawa jest odpowiedź jednego z widzów, który (chyba jako jedyny) krytykuje konstruktywnie – to znaczy przedstawia własną strategię stylizacyjną, którą badacze określiliby mianem fragmentarycznej (tzn. wprowadzania do dialogów wybranych wykładników stylizacyjnych jednego poziomu). Jak wynika z obserwowanego wątku, pomysł ten nie zakończył dyskusji nad niedostatkami serialowej archaizacji.

I jeszcze jedna konstruktywna krytyka – tym razem wskazanie na pozytywne wzorce filmowego języka stylizowanego:

W poszukiwaniu złotego środka…

Jak wynika z powyższego widzowie Korony królów nie pozostawiają na języku jej bohaterów suchej nitki. Krytykują właściwie wszystko, co można skrytykować. Ale… Każdy medal ma dwie strony. Warto bowiem podkreślić, że nie wszystkie oceny widzów są jednoznaczne. Już przytoczone skany udowadniały, że język bohaterów Korony Królów jest przyczyną swego rodzaju minipolemik językowych. Okazuje się na przykład, że rażące tak wiele osób zbyt współczesne i eklektyczne dialogi bohaterów mają zarówno swoich przeciwników, jak i obrońców. Ci drudzy wskazują na względy praktyczne:

Zamiast zakończenia, czyli dlaczego bardzo się cieszę, że powstała Korona królów

Kiedy kilka tygodni temu z wypiekami na twarzy opowiadałam na zebraniu IJP o tym, jaką to megaważną sprawą jest stylizacja językowa w Wołyniu Wojciecha Smarzowskiego (obiecuję, że niedługo wysmaruję wreszcie wpis na jej temat), jeden ze słuchaczy (nota bene bardzo mi przychylny i pozdrawiam go, jeśli czyta ten wpis 😉 ) zwrócił uwagę, że dla twórców i krytyków filmowych warstwa językowa dzieł X Muzy jest jedynie dodatkiem do całości. Z jednej strony (zważywszy chociażby na pierwszy akapit tego wpisu) przyznałam mu rację, z drugiej jednak zrodziła się we mnie potrzeba znalezienia jak największej liczby dowodów na to, że są ludzie, dla których język ma znaczenie. Nie tylko językoznawcy i literaci piszący scenariusze, ale właśnie widzowie, bez których przecież filmy w ogóle by nie istniały. I w tym sensie Korona królów niemalże spadła mi z nieba. Dyskusja, która wybuchła w związku z emisją tego serialu, jest bowiem dowodem na to, że język bohaterów filmowych nie stanowi dla widza dodatku do całości. Jest on dla niego integralnym składnikiem tego dzieła, a zgrzyty, niedociągnięcia i zaniedbania w jego kreacji stają się przyczyną takiej samej krytyki jak wpadki w innych płaszczyznach. Dyskusje dotyczące serialu, jak chociażby ta rozgrywająca się na fanpage’u Korony królów pokazała, że dostrzegamy (ale może to taka nasza narodowa wada) i opisujemy przede wszystkim to, co się nam nie podoba i to, co pozwala nam pokazać swoją wyższość. Z jednej strony jest to oczywiście przykre, z drugiej pokazuje coś bardzo ważnego – to, że język jest dla nas wartością, skoro również w płaszczyźnie językowej staramy się tę wyższość komuś (lub sobie) udowodnić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *