O mazurzeniu, czyli dlaczego Janosik może „lezeć”, ale Kwiczoł nie może zbierać „gzybków”

Mazurzenie, bo o nim chcę dzisiaj napisać, bardzo Kwiczołczęsto kojarzone jest z dziecięcym seplenieniem. Zjawisko to polega bowiem na wymowie c zamiast č, s zamiast š, z zamiast ž i dz zamiast ǯ. Na wsiach mazowieckich, małopolskich (a zatem też i podhalańskich) oraz północno-śląskich z ust starszych osób do dziś możemy usłyszeć: capla, nase, zyto i dzem. Podobnie mówi grany przez Bogusza Bilewskiego Kwiczoł, zwany przez wszystkich Ficołem, którego przezwisko również potwierdza wykorzystanie tej cechy przez twórców filmowego Janosika. Mówi tak nie tylko Kwiczoł, mazurzy również Janosik (w tej roli niezapomniany Marek Perepeczko), Pyzdra, grany przez Witolda Pyrkosza, jak również inni mieszkańcy karpackich jaskiń i wiosek, których obejrzeć i posłuchać możemy w filmie i serialu w reżyserii Jerzego Passendorfera. Zanim jednak o Janosiku

Ciekawa, bo wynikająca z naszego artykulacyjnego lenistwa (czy jak wolą inni „tendencji do ekonomizacji”), jest sama geneza mazurzenia. Badacze spierają się co do tego, jak stare jest to zjawisko i skąd do nas przybyło, bo nie ulega wątpliwości (choć i takie głosy się pojawiały), że Mieszko I i nasi ochrzczeni w X wieku przodkowie mazurzyć nie mogli. Jedni twierdzą więc, że wymowa s zamiast š pojawiła się w polszczyźnie dzięki językowi fińskiemu, inni – wskazują na język pruski jako źródło tego zjawiska, jeszcze inni (chcąc zgodzić zwaśnionych) twierdzą, że jest to rzeczywiście fonetyczne zapożyczenie z języka fińskiego, ale przybyłe do nas za pośrednictwem języka pruskiego. O ile jednak językom ludów mniej lub bardziej z nami sąsiadujących na przestrzeni wieków zawdzięczamy różne elementy językowe, o tyle w wypadku mazurzenia trzeba by jednak powtórzyć za imć Mikołajem Rejem, że „Polacy nie gęsi i swój język mają” i przyznać rację co do genezy tego zjawiska między innymi ojcu polskiej dialektologii – Kazimierzowi Nitschowi, który twierdził, że geneza mazurzenia ma charakter systemowy i jest związana z językiem polskim. W związku z tym, że współczesne granice mazurzenia pokrywają się z historycznymi granicami rozbicia dzielnicowego, przypuszcza się, że mazurzenie powstało mniej więcej w wieku XIII. Stało się tak na skutek pojawienia się w polszczyźnie nowych głosek miękkich – takich jak ć, ś, ź. Mieszko bowiem nie mazurzył, ale i nie zmiękczał, bo w jego czasach głosek miękkich jeszcze nie było. Pojawiły się one  w XII wieku i… nasi praprapra… powiedzieli „stop!”. Nie dość bowiem, że musieli wymawiać c, z, s, č, ž, š, to jeszcze pojawiła się konieczność wyginania środka języka i mówienia ś, ź, ć. Niby od przybytku głowa nie boli, ale co za dużo, to niezdrowo, a jedyną radą na ten artykulacyjny nadmiar było pozbycie się któregoś z wymienionych szeregów. Którego? Oczywiście: najtrudniejszego (č, ž, š). Zaczęto więc myć syje, zeby była cysta.

I właśnie ta dawna ułatwiająca językową gimnastykę  cecha ostała się do dziś na Podhalu. Jest ona na tyle wyrazista, że chętnie stosuje się ją jako zabieg urealniający podhalańskie pochodzenie bohaterów filmów czy reklam. Mówił więc Janosik o swym przybranym ojcu Gąsienicy: On mnie naucył pisać i cytać, Kwiczoł oburzał się na strzelających w jaskini zbójników: Mozna przecie zabić cłowieka na śmierć! Mazurzenie stosowane jest w Janosiku bardzo konsekwentnie: mazurzą wszyscy zbójnicy i górscy wieśniacy; mazurzeniu ulegają głoski w każdej pozycji (na początku, w środku i na końcu wyrazu) i podlegają mu wszystkie możliwe głoski… No właśnie, problem w tym, że nie tylko te, które mazurzeniu ulegać powinny. Nie udało się bowiem twórcom Janosika ustrzec typowego błędu, popełnianego zarówno w dziełach literackich, jak i filmowych, których autorzy usiłują stylizować język bohaterów na gwary mazowieckie czy podhalańskie. Gdy bowiem Janosik chcący pogadać (a może nawet i pobośkać się) z Maryną odprawia Kwiczoła słowami:  Ficoł, idź ha grzybów nazbieroj, ha?, przyjaciel odpowiada: Gzybki, a tu gzybki jak skała! „Konsekwentnie mazurzy” – moglibyśmy powiedzieć, gdyby nie jedno „ale”…

Tym „ale” jest fakt, że mazurzeniu ulega tylko taka głoska ž, która zapisywana jest za pomocą znaku ż. Głoska ta (podobnie jak jej mazurzone siostry) powstała w zamierzchłych czasach wspólnoty prasłowiańskiej, kiedy nie istniał jeszcze język polski, a wszystkie grupy języków słowiańskich, do których polszczyzna należy, tworzyły względnie jednolity język prasłowiański. Głoskę tę oddajemy za pomocą znaku ż i powstała ona z głosek: g lub z, dlatego dzieciom w szkole tłumaczy się, że piszemy ż, jeśli wymienia się na g albo z. Prasłowiańska nóżka wyglądałaby (gdyby została zapisana) zapewne tak: *nogьka, a prasłowiańskie mażę tak: *mazją. Głoska ž zapisywana jako rz ma zupełnie inną proweniencję, jest o wiele młodsza, powstaje dopiero ok. XVI wieku, czyli wówczas, gdy mazurzenie nie jest już zjawiskiem aktywnym, a zatem ž w grzybkach mazurzeniu ulec nie mogło, bo w momencie jego zachodzenia po prostu nie istniało.

Omówiony błąd pojawia się nie tylko w dialogach Kwiczoła. Uważny widz usłyszy go również w wypowiedziach Pyzdry, który odpowiada brodatemu przyjacielowi poganiającemu go, aby czym prędzej przyprowadził Janosika i Marynę: A dobra, bedzie wzescał na mnie; w wypowiedzi Janosika planującego: Udezymy na nik z dwók stron, czy starego Gąsienicy, który wzdychał do swego przybranego syna: Psysed cas na ciebie. Trudno stwierdzić, czy mazurzenie ž pochodzącego z r miękkiego jest błędem aktorów czy twórców dialogów Janosika. Być może wpłynął na to brak konsultacji językoznawczych, o których nie ma informacji ani w czołówce, ani w napisach końcowych. Zresztą owa marząca wpadka przytrafiła się nie tylko twórcom Janosika – analogiczne niedociągnięcia usłyszeć możemy chociażby w pogrzebowych żalach Lucyny – jednej z bohaterek Szpilek na Giewoncie, granej przez pochodzącą ze Śląska Dorotę Pomykałę. Jak myślicie, może nie byłoby tych wpadek, gdyby górale grali górali, gorole goroli a hanysi hanysów…? Z drugiej jednak strony: czy można sobie w roli Kwiczoła wyobrazić kogoś innego niż Bogusz Bilewski, a w roli Janosika kogoś poza Markiem Perepeczką, chociaż pierwszy pochodził ze Starachowic, a drugi z Warszawy?

O tym zaś, dlaczego gorolowi tak trudno zagrać hanysa opowiem już wkrótce w kolejnym wpisie dotyczącym drugiej kluczowej cechy dialektalnej, jaką jest fonetyka międzywyrazowa.

3 odpowiedzi do “O mazurzeniu, czyli dlaczego Janosik może „lezeć”, ale Kwiczoł nie może zbierać „gzybków””

  1. Bardzo ciekawie się czyta (cyta 🙂 ). Nie miałam pojęcia, że ktokolwiek wiązał mazurzenie z wpływem języka fińskiego. I to powiązanie z rozbiciem dzielnicowym… Człowiek jednak uczy się całe życie! Czekam niecierpliwie na kolejne wpisy! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *