Na śląskiej wieży Babel, czyli o językach w „Szczęściu świata”

Nie ulega wątpliwości, że dialektem najchętniej wykorzystywanym w filmach i serialach fabularnych jest dialekt śląski. Wynika to oczywiście z wielu różnych czynników. Do najważniejszych z nich należy zaliczyć fakt, że język jest dla mieszkańców Śląska integralnym elementem ich tożsamości i kultury. Również kultury masowej i popularnej, do której należy większość filmów i seriali fabularnych. Pewnie z tego powodu (choć nie tylko), kiedy Ślązacy robią film z gwarą śląską, to robią to dobrze. Jednym z najlepszych na to dowodów jest Szczęście świata w reż. Michała Rosy z 2016 roku.

Temat Śląska i jego mieszkańców nie jest w filmowej twórczości Michała Rosy niczym nowym. W Szczęściu świata powrócił do niego po 10 latach od realizacji filmu Co słonko widziało. Stylistyka najnowszego filmu nieco odbiega jednak od stylistyki poprzedniego. Z jednej strony bowiem mamy w nim do czynienia z przekazem uniwersalnym, z drugiej – jest to jednak historia ludzi mieszkających na Śląsku; z jednej – mogłaby się wydarzyć wszędzie, z drugiej – gdyby akcja filmu umieszczona została na przykład na Podhalu czy Podlasiu, musiałaby mieć zupełnie inny wydźwięk. Historię Róży i zauroczonych nią mieszkańców kamienicy położonej gdzieś na peryferiach Śląska (tuż przy granicy z Niemcami) można czytać jako historię społeczną, obyczajową czy polityczną. Ja chciałabym jednak zaproponować spojrzenie na nią przez pryzmat… języków, ponieważ pojawia się ich w filmie cztery i nie są one jedynie doczepioną od niechcenia ozdobą. Niczym w biblijnej historii o wieży Babel stają się pełnoprawnymi bohaterami tego filmu. Zacznijmy jednak od początku. Oczywiście, dominującym kodem językowym w Szczęściu świata jest

język polski.

Przede wszystkim tego języka używa tytułowa bohaterka filmu – rudowłosa Róża (grana przez Karolinę Gruszkę), która sama siebie nazywa „szczęściem świata”. Jest to również język zauroczonego nią Tomasza, trochę ekscentrycznego botanika w średnim wieku (w tej roli Krzysztof Stroiński) i jego syna lekarza Janusza (Marcin Perchuć). Trzeba przyznać, że mimo że polszczyzna jest językiem dominującym – film jest zasadniczo dziełem twórców polskojęzycznych i do polskojęzycznych odbiorców został skierowany w pierwszej kolejności, to (a może właśnie dlatego) język polski jest tu najbardziej przezroczystym kodem językowym. Nie stygmatyzuje bohaterów, chociaż na tle wielonarodowościowej i wielojęzycznej ludności Śląska pozwala przyporządkować jego nosicieli do konkretnej grupy narodowościowej. Polszczyzną poza wymienionymi bohaterami posługuje się także profesor Wilkosz, kochanek Róży – dziennikarz Sobański oraz anonimowy autor jednego z najbardziej poczytnych przewodników po świecie – Jan. Język polski jest zatem przede wszystkim językiem miejscowej inteligencji, ludzi utrzymujących się z pracy umysłowej, a jednocześnie środowiska bardzo zróżnicowanego wewnętrznie. Warto także podkreślić, że wszyscy oni (poza Różą) są jednojęzyczni, to znaczy, mimo że mieszkają na Śląsku, nie posługują się w filmie ani językiem niemieckim, ani dialektem śląskim. No właśnie, drugim językiem, który w tym filmie możemy usłyszeć, a który dla odbiorcy polskojęzycznego jest tłumaczony z wykorzystaniem napisów, jest

język niemiecki

którym z kolei posługuje się przede wszystkim rodzina Konrada: jego siostra Gertruda i jej syn Harald. Językiem niemieckim mówi także przesłuchujący Różę oficer Gestapo (w tej roli Krzysztof Masztalerz – ech, szkoda, że nie pozwolono mu w tym filmie pogadać po śląsku). Język Goethego pełni w filmie dość niewdzięczną funkcję, staje się w nim przede wszystkim językiem nazistów oraz bohaterów, których, tak jak w wypadku Gertrudy, trudno obdarzyć sympatią. Jedyny wyjątek stanowi Harald, który staje niejako na pograniczu różnych światów: z matką rozmawia bowiem po niemiecku, w mieszkaniu Róży okazuje się jednak, że rozumie również język jidysz. Niemczyzna staje się w filmie językiem zdrady – kiedy Róża przychodzi prosić Haralda o pomoc, ten właśnie po niemiecku odpowiada, że jej nie rozumie. Nie rozumie, ponieważ Róża posługuje się

językiem jidysz

który staje się w tym filmie językiem zmysłowości, miłości, tajemnicy i… symbolem tragicznych losów osób, które się nim posługiwały. Pochodzenie Róży nie jest jasne od początku filmu. Wiadomo, że mieszkający w kamienicy mężczyźni ją ubóstwiają, kobiety zaś nienawidzą, jednak nie z powodu jej pochodzenia, lecz z powodu uczuć, które wzbudza w ich mężach i synach. Rudowłosa, zmysłowa Róża posługuje się przede wszystkim językiem polskim – po polsku mówi zarówno do Polaków, Niemców, jak i Ślązaków, choć doskonale zna również język niemiecki. Tego ostatniego używa podczas przesłuchania na Gestapo, za co jest zresztą chwalona przez przesłuchującego ją Niemca, który pozostaje pod urokiem jej urody i… zdolności lingwistycznych. Róża zna niemiecki nie tylko w jego odmianie mówionej, doskonale posługuje się także odmianą pisaną – to właśnie do niej zwraca się o pomoc w tłumaczeniu na niemiecki objaśnień obliczeń matematycznych Rufin. Wróćmy jednak do jidysz, który po raz pierwszy pojawia się w filmie podczas wizyty w mieszkaniu Róży młodego Haralda. Róża przechodzi na jidysz niespodziewanie, tłumacząc chłopakowi, że jest to język kobiet – język, którego powinien się nauczyć, jeśli chce zrozumieć kobiety. Harald początkowo się buntuje, twierdząc, że nie rozumie rudowłosej sąsiadki, stopniowo jednak spełnia formułowane przez nią w jidysz prośby: nalewa do wanny wody, podaje jej różowe mydełko. Rozumie język, nie rozumiejąc tego, co się z nim dzieje. Rozmowa w jidysz z Różą to dla Harolda moment inicjacji, pierwszego buntu przeciwko apodyktycznej matce, a jednocześnie nawiązaniu relacji z inną kobietą niż matka. Ten moment inicjacji jest dla Haralda traumatyczny – wybiega z mieszkania Róży i wraca do matki przerażony nie tyle spotkaniem z sąsiadką, ile faktem, że zaczął mówić językiem, którego nigdy wcześniej nie słyszał. Pragnie zapomnieć o traumie niepanowania nad własnym ciałem i własnymi emocjami – czyści swócj język chcąc zmyć z niego ślady języka nieczystego, jakim w jego rozumieniu staje się język Róży. Jidysz to dla Haralda język inicjacji, ale nie tylko. To w jego wypadku również język buntu i oporu przeciwko wujowi naziście, który otwarcie formułuje plany zgładzenia osób chorych, słabych i Żydów. Harald, usłyszawszy o nienawiści wuja do Żydów, zaczyna do niego mówić w jidysz – języku tak bardzo znienawidzonym przez Konrada. W Haraldzie walczą więc dwa języki – język matki i język Róży, niemiecki i jidysz, język zdrady i język miłości. Harald i Róża to dwoje bohaterów, którzy w Szczęściu świata posługują się trzema językami: polskim, niemieckim i jidysz. Są jednak w tym filmie tacy mieszkańcy kamienicy, którzy nie mówią ani po polsku, ani po niemiecku, ani w jidysz. Ich wypowiedzi to bowiem doskonały przykład stylizacji na

śląszczyznę

która również odgrywa w tym filmie bardzo ważną rolę. Posługujący się nią Rufin i Helenka to małżeństwo ubogich Ślązaków, których poza językiem od innych mieszkańców kamienicy odróżnia również status społeczny i majątkowy. Trzeba przyznać, że pochodzący z Zabrza reżyser filmu wiedział, kogo obsadzić w rolach Rufina i Helenki, żeby ich dialogi były autentyczne. Rufina zagrał również pochodzący z Zabrza Dariusz Chojnacki, Helenkę – urodzona w Tarnowskich Górach Barbara Lubos-Święs, znana z roli Gizy w rewelacyjnym dramacie śląskim Adama Sikory zatytułowanym Ewa. Rufin i Helenka przez cały czas mówią po śląsku, zarówno w rozmowach między sobą, dialogach z dziećmi, jak i rozmowach z innymi mieszkańcami kamienicy, którzy zwracają się do nich po polsku. Śląszczyzna to z jednej strony ich dziedzictwo, z drugiej przekleństwo – Rufin, nie znając niemieckiego, musi prosić o pomoc w tłumaczeniu spisywanych przez siebie dowodów matematycznych. Wizyta u Róży, do której skłoniła go właśnie ta potrzeba, będzie mu przez całe życie wyrzucana przez żonę jako przyczyna rodzinnego nieszczęścia. Warto zwrócić uwagę na bardzo ważny fakt: dzięki umiejętnemu wykorzystaniu w dialogach tych bohaterów śląszczyzny, twórcy filmu po raz kolejny udowadniają, że nie jest to jedynie język komedii, znany ze Świętej wojny, czy Zgorszenia publicznego. Zdecydowanie bliżej mu do języka bohaterów wspomnianej Ewy czy Angelusa. W Szczęściu świata wykorzystane zostały przede wszystkim wykładniki poziomu fonetycznego – śląska intonacja, samogłoski pochylone, brak samogłosek nosowych; w mniejszym stopniu fleksyjnego (np. końcówki aorystu zachowanego jeszcze w gwarach śląskich) czy leksykalnego. Jeśli chodzi o wykładniki tego ostatniego poziomu, to twórcy wykorzystują je w sposób umiarkowany (są to albo elementy ogólnogwarowe, albo takie, których znaczenie nawet widz nieznający śląszczyzny jest w stanie zrozumieć dzięki ich związkowi z kodem wizualnym), dzięki czemu dialogów śląskich (w odróżnieniu od tych formułowanych w języku niemieckim czy jidysz) nie trzeba odbiorcy polskojęzycznemu tłumaczyć w postaci napisów. Śląszczyzna w Szczęściu świata to prawdziwy majstersztyk – twórcom filmu udało się chyba znaleźć złoty środek, czyli stworzyć takie kreacje językowe bohaterów, które z jednej strony są autentyczne i zgodne z wzorcem stylizacyjnym, z drugiej zaś – zrozumiałe dla odbiorcy nieznającego tej odmiany języka. Co ważne, nie są to również kreacje prześmiewcze, powielają natomiast stereotypowe postrzeganie Ślązaka jako osoby z jednej strony ubogiej, z drugiej pracowitej, z jednej strony ponadprzeciętnej, z drugiej – nieco zagubionej w otaczającej go rzeczywistości. Taki bowiem jest nieposługujący się żadnym innym poza śląszczyzną kodem językowym Rufin.

Nie jestem krytykiem filmowym, nie chcę więc wypowiadać się na temat walorów i niedostatków Szczęścia świata. Niewątpliwie jest to film, którego twórcom zależało na pokazaniu czegoś więcej niż historii zmysłowej Róży, pożądanej przez wszystkich i niekochanej przez nikogo. I w tym „czymś więcej” ogromną rolę odgrywają języki, również ta odmiana języka, która przez twórców serwisu Film polski została w opisie filmu pominięta, a szkoda…

skan

PS Jeśli jeszcze nie wypełniliście ankiety, zajrzyjcie do niej proszę i pomóżcie napisać habilitację 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *