Lwowski bałak na emigracji, czyli o pierwszym powojennym filmie z gwarą miejską Lwowa

Gwara miejska Lwowa pojawia się w (co najmniej) kilkunastu polskich filmach i serialach. Jest chyba pierwszą nieogólną odmianą polszczyzny, która znalazła reprezentację na ekranie kinowym. Stało się to za sprawą niezapomnianych Szczepka i Tońka oraz filmowi Będzie lepiej z 1936 roku. Film wyreżyserował niekwestionowany książę polskiego filmu przedwojennego – Michał Waszyński. Poza filmami ze Szepkiem i Tońkiem zawdzięczamy mu między innymi Znachora i ponad 40 przedwojennych filmów fabularnych oraz jeden niezwykły film powojenny – Wielką drogę. Dziś kilka słów o nim, w kontekście lwowskiego bałaku oczywiście.

Zacznijmy jednak od początku. Ten zaś miał miejsce w 1904 roku w niewielkim wołyńskim miasteczku o nazwie Kowel, kiedy w rodzinie żydowskiego kowala przyszedł na świat Mosze Wax. Chłopiec o dużej wrażliwości, niezwykłych talentach i temperamencie, który sprawił, że jako kilkunastoletni chłopak opuścił rodzinne miasteczko i rozpoczął życie na własną rękę. Wokół losów Michała Waszyńskiego, bo takie nazwisko przyjął w latach dwudziestych przyszły reżyser, urosło wiele opowieści, z których wiele (w większości nieprawdziwych) stworzył on sam. Nie wiadomo, jak syn ubogiego kowelskiego krawca znalazł się w środowisku warszawskich filmowców, wiadomo natomiast, że odnalazł się w nim znakomicie. Tworzył w ekspresowym tempie, w dodatku produkcje, bez których dziś trudno sobie wyobrazić historię polskiej kinematografii przedwojennej, zarówno komedie, jak i dramaty, zarówno filmy lekkie łatwe i przyjemne, jak i ambitne. To on jest twórcą pierwszego filmu nakręconego na ziemiach polskich w języku jidysz (Dybuk). To w jego filmach błyszczeli na ekranie: Eugeniusz Bodo, Ina Benita, Adolf Dymsza i wiele, wiele innych gwiazd kina międzywojennego. Trudno ocenić, co było ciekawsze i bardziej wielowątkowe: jego życie czy filmy, które tworzył. Kręcił zarówno filmy o Afryce, jak i o Sybirze i … Lwowie, oczywiście.

Postaci lwowiaków pojawiają się nie tylko w jego filmach o Szczepku i Tońku (Będzie lepiej, Włóczęgi), lecz także w dramacie Bohaterowie Sybiru z 1936 roku. Śpiewną kresową mowę znał bowiem od dziecka, a ta lwowska była mu chyba szczególnie bliska. We Lwowie, gdzie kończył zniszczone niestety w czasie wojny Serce baciara, był również 1 września 1939 roku. Władze radzieckie zadbały, by podzielił losy „bohaterów Sybiru” i zesłały go na białe niedźwiedzie. W grudniu 1941 roku Waszyńskiemu udało się zaciągnąć do armii Andersa, z którą przewędrował przez Iran, Irak, Palestynę, Egipt i w końcu dotarł do Włoch, gdzie wziął udział w bitwie o Monte Casino. Bliższa od karabinu była mu jednak kamera, dzięki czemu utrwalił przemarsz armii Andersa i samą bitwę o Monte Casino. I to właśnie te zdjęcia wykorzystał w jedynym zrealizowanym przez siebie powojennym polskojęzycznym filmie, zatytułowanym Wielka droga z 1946 roku. Film jest niezwykły z wielu powodów, po pierwsze właśnie z uwagi na wykorzystanie w nim autentycznych nagrań z bitwy o Monte Casino, po drugie dlatego, że jedną z głównych rol zagrała w nim żona generała Andersa – Irena;

jadwiga_anders

po trzecie wreszcie, dlatego, że po raz pierwszy po wojnie wybrzmiał w nim lwowski bałak, który potem na długo zniknął z polskiego kina. Słyszymy go w tym filmie za sprawą czwórki bohaterów: żołnierzy Antka (Mieczysława Malicza) i Skopka (Bolesława Orlicza) oraz aktorów: Jóźka (Filipa Endego) i Helci (Niny Oleńskiej). Pierwsi bałakają po lwowsku, zarówno między sobą, jak i ze spotkanym na pustyni galicyjskim żydem. Bałakają językiem niemal wyjętym z filmu o Szczepku i Tońku, słyszymy więc w nim zarówno południowokresową fonetykę (kulega, si), jak i typowe lwowskie słowa (bałakać, baciar) i wyrażenia (np. ta joj, całuje rączki, padam do nóg).

Realizując ten film, Michał Waszyński nie mógł się pewnie spodziewać, że wkładając w usta bohaterów błąkających się po świecie lwowski bałak, przewidzi jego emigracyjny status na wiele, wiele lat. Po licznych tułaczkach po Polskich drogach i warszawskich Domach wróci bałak do Lwowa dopiero za sprawą filmu Agnieszki Holland W ciemności, a będzie to przecież zupełnie inny już bałak i inny Lwów.

Nie taki, o jakim podczas występów w polowym teatrzyku śpiewali Jóźko i Helcia (odtwórz).

Panie Jóźku, niech pan prawdę powi: gdzie najlepiej było nam?

We Lwowi. Panno Helciu, pani jest murowa, dokąd śpieszno dzisiaj nam?

Do Lwowa.

Bo na całym dużym świecie od Kamczatki aż po Pireneje

nikt nie powie ci tak słodko: „Niech cię nagła krew zaljeje”.

Bo człowiek tęskni za serdecznym słowem,

za kochanym za najmilszym Lwowem.

I choć umi dwa miliony innych słów,

jedno słowo wciąż ma w sercu: Lwów.

Ta joj!

Dubry suboty! Ta joj!

lwow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *