„Księstwo” gwar świętokrzyskich, czyli o filmie z gwarą w ważnej roli

W filmach, jak w całej rzeczywistości medialnej, są gwary celebrytki (takie jak gwary śląskie, gwara podhalańska czy polszczyzna kresowa), które znajdują częstą reprezentację na polskim ekranie i gwary niecelebrytki, których obecność w filmach i serialach ma charakter jednostkowy. Jednymi z tych ostatnich są niewątpliwie gwary świętokrzyskie, które wykorzystano na dość szeroką skalę w filmie Księstwo z 2011 roku w reż. Andrzeja Barańskiego.

Scenariusz Księstwa napisał jego reżyser Andrzej Barański na podstawie wątków zaczerpniętych z trzech autobiograficznych powieści Zbigniewa Masternaka. Akcja filmu rozgrywa się na popegieerowskiej wsi kieleckiej w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, a jego głównym bohaterem jest Zbyszek – chłopak, którego poznajemy w momencie (stylizowanych na słowiańskie) „postrzyżyn”, czynionych ręką ojca w stanie wskazującym, czyli właściwie jedynym znanym Zbyszkowi stanie. Ojciec Zbyszka jest bowiem przekonany, że jego rodzina pochodzi w prostej linii od króla Popiela, a syn jest Księciem, który kiedyś obejmie swoje Księstwo. Ojciec Zbyszka ginie w wypadku w tartaku, w którym pracuje, a syn po kilku latach rozpoczyna studia prawnicze w Lublinie, ale ksywka „Książę” towarzyszy mu na każdym kroku. No właśnie, bo życie Zbyszka przedstawione jest właśnie jako sekwencja kroków, bardzo luźno ze sobą związanych, ale niewynikających jedne z drugich. Jakkolwiek Zbyszek by się nie starał, każdy z tych kroków prowadzi go w dół, coraz szybciej i coraz bardziej bezsensownie… Nie będę spoilerować, bo film (mimo bardzo nierównych recenzji) warto obejrzeć (można na przykład tutaj). Warto go również obejrzeć ze względu na gwarę, ponieważ Księstwo to jeden z niewielu filmów, które z jednej strony przełamują gwarowe stereotypy, z drugiej je utrwalają. To również jeden z niewielu polskich filmów, w których gwarą się nie tylko mówi, lecz także mówi się o gwarze.

Językiem stylizowanym na gwary Kieleckiego (poczytaj więcej o gwarach Kieleckiego) posługują się w Księstwie nie tylko najstarsi mieszkańcy wsi, lecz także (a może przede wszystkim) średnie i najmłodsze ich pokolenie. Ich język stylizowany jest przede wszystkim na płaszczyźnie fonetycznej – usłyszymy więc typowe dla tego regionu mazurzenie (choć trzeba przyznać, że bardzo niekonsekwentne):

Pocekaj no, Księciuniu, Szefo mo do ciebie sprawe, Ło dojazd sie nie mortw, łodjezdzamy ło ósmej spod koscioła, to jak przyjdzies?,

podwyższoną realizację a ścieśnionego, np.:

Jest tako sprawa, nie mom ani chałupy, ani piniendzy

czy labializację:

Na łostatniej dyskotece w Baćkowicach dostali my łomot łod chłopkaów w Włostowa, o widzis, co mi zrobili, łorganizujemy ekipe na dzisiaj, moze byś z nami pojechoł, co?.

Z ust zarówno starszych, jak i młodszych bohaterów pada również ogólnogwarowa leksyka: baba ‚żona’, chałupa ‚dom’, tera ‚teraz’, je ‚jest’, z czego wypływa wniosek, że twórcy filmu bardzo się starali, aby wyraźnie zaznaczyć ludowe pochodzenie swoich bohaterów, a jednocześnie nie utrudnić odbioru filmu widzom spoza wsi kieleckiej. Odbioru filmu nie zakłóca również gwarowa fleksja, np. „co ja w niej widział”.

Twórcy filmu lawirują zatem między chęcią (koniecznością?) odróżnienia języka niektórych mieszkańców wsi od języka ogólnopolskiego a potrzebą (koniecznością?) uczynienia go zrozumiałym dla wszystkich widzów filmu. Gwara kielecka nie jest tu bowiem tylko ozdobnikiem – pełni w tym filmie bardzo ważną funkcję. Po pierwsze, jest bowiem wyznacznikiem z jednej strony pochodzenia, z drugiej mentalności, nie dzieli bohaterów filmu na młodych i starych (tak, jak na przykład ma to miejsce w Jasnych Łanach), lecz na ludzi „ze wsi” i spoza niej, przy czym owa „wieś” nie ma sztywnych granic administracyjnych czy geograficznych. Gwarą nie posługują się na przykład rodzice Zbyszka (mimo że oboje pochodzą ze wsi i oboje nie mają wykształcenia), mówi nią natomiast mieszkający w Krakowie zbyszkowy stryj. Co ważne, przełącza kody dopiero w momencie dużego wzburzenia emocjonalnego – gwara jest bowiem dla niego językiem serca, a nie rozumu, tylko w nim wyrazić może skrywane przed wszystkimi ból i żal:

Zbyszek: Ale przecież dorobiliście się z ciocią pięknego domu!

Stryj: Ale go zostawić ni mom komu. Żebym tak miał syna! Coś te nase baby nie wracają.

Tylko gwara może wyrazić ból Szefa i innych mieszkańców wioski, którym sołtys kazał uśpić wszystkie psy:

Zbyszek: Szkoda psa, co?

Szefo: Coś w łocy scypie. Ruda, nawet ni wis, że na śmirć idzies.

Z drugiej jednak strony film Andrzeja Barańskiego operuje bardzo wyrazistymi stereotypami. Gwara niemal zawsze towarzyszy w nim bowiem… gorzałce, bez względu na to, czy scena rozgrywa się w krakowskim mieszkaniu stryja Zbyszka:

Stryj: Napiłbym sie jesce.

Zbyszek: Ja też bym się napił, ale widzi wujek, nie mam za co.

Stryj: To postawis, jak bedzies móg, ino zebyś skońcył te skołe, te prawo. Z tego bedzies miał pieniondze. Dziś jo stawiom, a ty pódzies do sklepu.

ksiestwo_3

wynajmowanym na lubelskiej stancji pokoju:

Zbyszek: Suchy, ja nie chciałbym, aby ktoś we wsi dowiedział się o moich studiach, zwłaszcza matka.

Suchy: Nie dowiedzo sie… jak jesce jedno flaske postawisz.

ksiestwo

czy pod wiejskim sklepem:

Szefo: Wis, jaka to sprawa. Na łostatniej dyskotece w Baćkowicach dostali my łomot łod chłopaków z Włostowa, ma, ło, widzis, co mi zrobili. Łorganizujemy epkipe na dzisiaj, moze byś z nami pojechał, e? Wiem, wiem, róznie między nami łostatnio bywało, ale chyba swoich bić nie dos?

Gwara jest też językiem wszelkich sporów prywatnych (posługuje się nią wyganiająca swojego konkubenta Małgośka), kościelnych (kłótnie bab pod domem człowieka, na którego lipie ukazała się Matka Boska) czy politycznych (blokada drogi przez rolników). Wszystko to sprawia, że język ludowy staje się w tym filmie stygmatem na równi z alkoholizmem, bezrobociem, biedą czy ogólną niezaradnością życiową. Tak też postrzegają go przyjezdni:

Warszawiak: Słyszałem, że studiujesz i w ogóle jesteś wszechstronnie utalentowany. Musisz się wyróżniać od innych ze wsi i nie mówisz tą okropną gwarą, a w ogóle to nie żadna gwara, tylko niedbały język polski, a nie kanon językowy.

Zbyszek rzeczywiście nie posługuje się gwarą. Bez względu na odbiorcę swoich wypowiedzi mówi (tak, jak jego rodzice) językiem ogólnopolskim. Od tej reguły robi jeden wyjątek, właśnie w rozmowie z warszawiakiem zarzucającym językowi mieszkańców jego wsi „niekanoniczność”:

Ino zebyśta mi tutaj stodoły nie spoliły!

To jedyne wypowiedziane w gwarze zdanie jest niejako deklaracją Zbyszka – człowieka nieustannie stojącego na rozdrożu, rozdartego między ambicjami i przeszłością, między powołaniem a predystynacją. Zbyszek z jednej strony nie może się odnaleźć na wsi, na której się wychował, z drugiej zaś – nie umie z niej fizycznie, mentalnie i językowo uciec.

Księstwo to film specyficzny, na pewno nie wszystkim się spodoba. Jego niewątpliwą wadą są dialogi, które momentami brzmią jak żywcem wyjęte z dramatu romantycznego albo recytacje na szkolnej akademii. Jedynie te mówione gwarą brzmią prawdziwie… I to też symptomatyczne. Ale nie tylko z tego powodu warto dać Księstwu szansę. Dobrego odbioru 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *