Jak się mówiło na rogu Brzeskiej i Capri, czyli o filmie innym niż wszystkie

Kiedy myślimy o gwarze warszawskiej w polskich filmach, pierwsze skojarzenia prowadzą albo do Henia Lermaszewskiego z Domu przy ulicy Złotej 25, albo do kerowników z Rezerwatu. W obu tych filmach gwara warszawska jest językiem granym, zaplanowanym przez reżysera, scenarzystę i aktorów; i nawet jeśli grają ją mniej lub bardziej zawodowi aktorzy urodzeni w Warszawie lub ze stolicy pochodzący, to pozostaje ona wynikiem kreacji jej twórców i elementem zaplanowanej gry aktorskiej.

Zanim Krzysztof Wojciechowski zrealizował na poły dokumentalną fabułę o przemijaniu praskiej rzeczywistości lat siedemdziesiątych, miał już na swoim koncie co najmniej dwa filmy fabularne (Kochajmy się, Rodzina) zrealizowane zgodnie z konwencją, zakładającą jak najmniejszą ingerencję w film reżysera i scenarzysty. Konwencja ta wynikała z podejścia Wojciechowskiego do filmu jako sposobu wyrazu, który (w odróżnieniu od literatury) nie może naśladować życia, może jedynie rejestrować to, co życie niesie:

Bo jeżeli film robi się na podstawie utworu literackiego (a praktyka owa w dalszym ciągu dominuje w naszym kinie) to już ten materiał wyjściowy jest owocem pewnej deformacji rzeczywistości przetworzonej przez pisarza. Moim zdaniem pisarz ma większe prawo do tego, żeby tworzywo czyli życie, inspirację, która płynie z rzeczywistości – przetwarzać. Dlaczego? Bo pisarz odwołuje się bardziej do naszej wyobraźni. Przecież książka to są literki, to są – jak mówi Franek Starowieyski – robaczki, które powodują dopiero ruch myśli. Natomiast zdjęcie fotograficzne, film jest obrazem konkretnym, obrazem tego właśnie liścia, tego drzewa, tych ludzi, tego wszystkiego, co nas otacza (Zachować ślad życia. Rozmowa z Krzysztofem Wojciechowskim, „KINO” 1979, nr 10, s. 15)

Wychodząc z takiego założenia, również do filmu z 1979 roku zatrudnił aktorów niezawodowych, którzy „grali” samych siebie, czy też pozwolili twórcom (a co za tym idzie i widzom) uczestniczyć w swojej codzienności. Bohaterami filmu są mieszkańcy warszawskiej Pragi, między innymi Edek, Zbyszek, „Fikoł”, Ziutek i kolekcjonerka lalek – ludzie z trudną przeszłością i, tak jak Zbyszek, nie wiele łatwiejszą teraźniejszością. Fabuła filmu koncentruje się wokół przeprowadzek mieszkańców Pragi do bloków w nowoczesnych dzielnicach (temat ten znany zresztą z Alternatyw 4, czy Warszawskich gołębi), które wykorzystuje Edek, zakładając nielegalne biuro zamiany mieszkań. Biuro to, za odpowiednią opłatą, „pomaga” w załatwieniu szybszego przydziału na mieszkanie. Z nowej sytuacji korzystają także koledzy Edka, którzy, jako akwizytorzy oferujący różnorodne usługi, odwiedzają nowych lokatorów mieszkań na Stegnach czy Ursusie. Wszyscy zresztą, poza bezdomnym po rozwodzie, Zbyszkiem, w końcu wyprowadzają się z Pragi, wyrzucając po drodze niepotrzebne w nowoczesnych mieszkaniach graty i psa…, który nie pasuje do wielkomiejskiego stylu życia. W pewnym sensie los wyrzuconego psa podziela również Zbyszek, który w końcowych scenach filmu zasypia samotnie przed telewizorem na Dworcu Centralnym.

Twórcy filmów o warszawskiej Pradze przyzwyczaili nas do tego, że jej mieszkańcy mówią albo językiem rodem z felietonów Wiecha (naszpikowanym wręcz cechami gwary warszawskiej), albo językiem, który niczym się nie różni od języka mieszkańców innych miast Polski (vide serial Wiedźmy). Ocena tych skrajnych strategii zależy oczywiście od oczekiwań widza i celów, które postawili sobie twórcy filmów. Krzysztof Wojciechowski proponuje w swoim filmie coś innego – rzeczywisty język mieszkańców Warszawy końcówki lat siedemdziesiątych, który niejako przy okazji i mimochodem udało mu się zarejestrować. Znajdziemy w tym języku (w zrównoważonych proporcjach) cechy fonetyczne typowe dla gwary warszawskiej, jak chociażby:

  • stwardnienie li (musiely, pobudowaly, zostalyśmy, stolyka);
  • stwardnienie k’ (księżniczky);
  • miękką wymowę rz (krziwe, przewietrzisz)
  • mazurzenie, czyli wymowę s zamiast sz, c zamiast cz, z zamiast ż (tu się mieskało);
  • szadzenie, czyli wymowę odwrotną do mazurzenia sz zamiast s, cz zamiast c (pozbawiacie nasz chleba, wie pan czo);
  • sziakanie, czyli miękką wymowę cz, ż, sz (wszistko).

Mieszkańcy rogu Brzeskiej i Capri również po warsiasku (choć taki typ odmiany znajdziemy też w gwarach ludowych, bo jest to po prostu archaizm) odmieniają zaimki (Czem chata bogata, tem rada). Warsiaskie są także liczne w ich wypowiedziach zdrobnienia, dlatego bohaterowie filmu kroją kartofelki w plasterki. Ich język nie jest jednak wcale językiem infantylnym, bo znajdują w nim miejsce elementy gwary przestępczej (np. uderzać w kimę, pryskać) i wyzwiska (nygus, obszczyjbut). Jak na mieszkańców stolycy przystało, cechuje ich wysublimowana dworność, czy jak ją nazywał Bronisław Wieczorkiewicz, „napuszoność”, dlatego nie pytają po prostu „o co chodzi?”, lecz „mają zaszczyt pytać, w czym okoliczność”, a do rozmówcy, bez względu na to, czy szacunkiem go darzą, czy też mają w poważaniu, zwracają się zwykle panie szanowny czy paniusiu. Dodać należy, że wszystko to robią z rozpoznawalną, niemożliwą do podrobienia „warsiaską chrypką”, która sprawia, że widz wie, że nie ma do czynienia z warszawiakiem flancowanym, tylko z prawdziwym rodakiem warsiaskim.

W języku tym nie ma ani odrobiny fałszu. Jak wynika z artykułu Leszka Płażewskiego, scenarzysty filmu, fałsz tkwi jednak w fabule:

Opowiedziałem tylko o kilku bohaterach warszawskiej przygody filmowej, o ludziach niby podobnych, a skrajnie różnych. Ludziach autentycznych. Teraz chciałbym dodać coś o fikcji. Gdzie właściwie ta fikcja? Otóż bohaterowie filmu „Róg Brzeskiej i Capri” nie mieszkają jeszcze w nowych, nowocześnie urządzonych mieszkaniach w dzielnicy Stegny czy Ursynów. Oni powrócili do swych starych domów, do swych grubych żon albo kochanek i mogą już raczej powspominać swoją nową przygodę, tym razem filmową (Leszek Płażewski, Powrócili do swych starych domów, „KINO” 1979, nr 11, s. 22-24).

Bez względu na to, „Róg Brzeskiej i Capri” to swego rodzaju warszawska prawda zaklęta w języku, języku, którego warto posłuchać jako świadectwa gwary warszawskiej drugiej połowy XX wieku.

Jedna odpowiedź do “Jak się mówiło na rogu Brzeskiej i Capri, czyli o filmie innym niż wszystkie”

  1. Zakochałem się w tym filmie od pierwszego obejrzenia. Jest na wskroś warszawski i jakże aktualny. Mamy tu motyw „słoików” którzy przyjechali aby rozbierać dawną Warszawę i warszawiaków, którzy nie bardzo potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *