O łożerokach i cyc-halterach, czyli leksyka śląska na ekranie

Kadr z filmu „Ewa”Miało być o podlasko-suwalskim „dla” na polskim ekranie, ale życie weryfikuje plany, więc będzie o czymś, z czym spędziłam cały wrzesień i trzy konferencje, czyli o kilku filmach ze Śląska, o Śląsku i po śląsku. I tym razem nie o śląskiej fonetyce (o tym zapewne będzie jeszcze okazja, bo skoro chcieli o niej słuchać w Budapeszcie, to może Wy też zechcecie poczytać?), ale o śląskiej leksyce… Obejrzałam w wakacje kilka filmów, w których pojawiają się gwary śląskie. Część z nich (np. Paciorki jednego różańca w reż. Kazimierza Kutza) są znane szerszej publiczności, inne (np. Ewa Adama Sikory) puszczano pewnie w kinach niszowych, jeszcze inne (np. Byzuch Eugeniusza Klimczoka) to projekty pasjonatów, które zapewne oglądały tylko osoby zainteresowane kinem śląskim. Obejrzałam (chociaż to złe słowo: oglądałam, wysłuchałam, przepisałam – o, tak lepiej), bo chciałam sprawdzić, jaki wizerunek Ślązaka proponują nam twórcy tych filmów. Przy czym interesował mnie przede wszystkim wizerunek językowy, bo to on właśnie determinowany jest przez gwary, którymi niewątpliwie bohaterowie wymienionych przeze mnie filmów się posługują.

Jako że gwary są nieoficjalną odmianą polszczyzny, to i służą do komunikacji nieoficjalnej, a wiadomo, że to właśnie w takich sytuacjach mówimy o tym, co nam najbliższe, zachowujemy się (również językowo i w zależności od naszego stanu emocjonalnego) bardziej czule lub bardziej wulgarnie niż w komunikacji oficjalnej. Mówimy o czymś innym i w nieco inny sposób niż w pracy, szkole, urzędzie. Śląszczyzna, do której mieszkańcy Śląska mają bardzo emocjonalny stosunek, również służy do wyrażania stanów, uczuć i zjawisk najbliższych ich sercom. Służy do wyrażania tego, co ważne… Co jest więc ważne dla bohaterów obejrzanych przeze mnie filmów (poza wspomnianymi były to jeszcze: Angelus w reż. Lecha Majewskiego, Barbórka w reż. Macieja Pieprzycy i Zgorszenie publiczne w reż. Macieja Pyrkowskigo)? Jaki językowy obraz Ślązaka się z nich wyłania?

Z dialogów filmowych wybrałam te słowa, które znajdują się w słownikach gwarowych i są jako takie (czyli gwarowe) traktowane zarówno przez badaczy, jak i przez użytkowników gwar. Przy czym wzięłam pod uwagę nie tylko słowa typowo śląskie, lecz także takie, które można usłyszeć w komunikacji nieoficjalnej również w Małopolsce, Wielkopolsce czy na Mazowszu. Po przesianiu wypowiedzi bohaterów przez ten słownikowy przetak, zostało 276 spełniających zadane kryteria. Dużo? Mało? Moim zdaniem sporo, bo w świetle tego, że wiele razy słyszałam już, że filmy, w których pojawia się gwara, to swego rodzaju Cepelia, powinno ich tam być o wiele mniej.

Zebrane wyrazki podzieliłam (oczywiście zgodnie z dość subiektywnym kryterium) na różne grupy, które odpowiadają tzw. polom semantycznym, aby sprawdzić, które pola wykorzystywane są najchętniej i które najsprawniej gwary śląskie są w stanie obsłużyć. Na przykład w ogólnopolskim polu »ciało człowieka« znalazłyby się takie wyrazy jak: oczy i uszy, w śląskim: gały i dakle. Filmowy Ślązak po śląsku bardzo chętnie mówi właśnie o tym, co z jego ciałem jest związane, nie tylko z jego częściami, lecz także z chorobami, które to ciało dotykają. A okazuje się, że dotykają to ciało choroby przeróżne: od blazy (‘nadgniotka na stopie’) po hercklekoty (‘palpitacje’). Filmowego Ślązaka niekiedy też morzi – dzieje się tak wówczas, gdy odczuwa on swoisty dyskomfort związany z układem pokarmowym. Żeby jednak nie było tak bardzo eufemistycznie, zna on również gwaryzmy dosadne, np. ciul (cóż, może nie będę tłumaczyć, bo nie zastrzegałam na blogu, że jest on przeznaczony dla osób „powyżej 18 roku życia” 😉 ), czy rzyć (czyli staropolskie cztery litery).

Dla bohaterów omówionych filmów ważny jest wygląd zewnętrzny: przeblekają się i zoblekają galoty (‘spodnie’), jakle (w wypadku filmu Ewa chodziło o sweter, ale równie dobrze może to być również żakiet itd.) i mantyle (‘płaszcze’), w których znajduje sie niejeden knefel (‘guzik’). W kapsie (‘kieszeni’) trzymają bajtlki (‘portfele’). Na nogi zaś wkładają lacie, ale tylko w chałpie, bo chcąc wyglądać gryfnie i fajniście richtujo szczewiki z abzacami (‘obcasy’). Dbają nie tylko o okrycia wierzchnie – w szafie (i nie tylko w szafie) filmowej Ślązaczki koniecznie znaleźć się musi szykowny cyc-halter (Czyż trzeba tłumaczyć? 🙂 ).

W centrum socjologicznego stereotypu Ślązaka znajduje się praca. Filmowy Ślązak również robi, zwykle na grubie, rzadziej na bachnofie (jak Lucia ze Zgorszenia publicznego). Praca jest właściwie podstawą jego bytu… Jest też podstawą jego kręgosłupa moralnego i jego trudnego wprawdzie, ale jednak szczęścia… Gdy ją traci, dochodzi do wielopłaszczyznowej tragedii – cierpi wówczas cała jego familia: synek, cera i baba. (Swoją drogą, dramat Ewa, bo o nim mowa, to doskonały przykład tego, że gwara na ekranie służy nie tylko rozśmieszaniu, do czego przyzwyczajają nas twórcy kabaretów). Bohater filmów śląskich (jeśli nie zamknięto jego gruby) idzie na szychta (‘zmianę’), arbajtuje (‘pracuje’) i fedruje (‘wydobywa węgiel’) czy to jako szlaper czy hejer. A gdy usłyszy zignal, wsiada do szoli (‘windy’) i jedzie do dom. Ale filmowy Ślązak to nie zawsze górnik, są też w tych filmach: listonorki, kopidoły, rychturki (‘nauczycielki’) i farorzyczki (‘proboszczowie’). Są też kobiety, których mężowie tracą pracę, a one zarabiajo rzycio.

No właśnie, bo filmowy Ślązak godo dosadną śląszczyzną. Czasami po prostu pada, ale gdy czasami wszczyna chaja (‘awantura’) i przyjdzie mu wadzić się z innym Ślązakiem, czy co gorsza górolem, to zdarza się, że twierdzi, iż ten drugi fula, fanzoli albo dupi fleki. A pieruny (jako ulubione śląskie przekleństwo) we wszelkiej odmianie i wszelkich formach słowotwórczych cisną się z ust wszystkich bez względu na płeć (chopy, baby), czy wiek (synki, bajtle, dziołuszki). Filmowy Ślązak ma ogólnie dość krytyczny stosunek do otaczającej go rzeczywistości – oceny formułowane po śląsku mają zwykle charakter pejoratywny: wkoło niego jest mnóstwo głupieloków, chacharów (‘włóczęgów’), gnojków, lumpów i najduchów. No i oczywiście ciulatych łożeroków (‘pijaków’). Gwary śląskie służą częściej do mówienia o niszczeniu (wyciepnąć, rozdupić, prasnąć) czy brudzeniu (marasić, babrać, ciorać) niż tworzeniu (skludzić, sposobić).

Ale filmowy Ślązak to jednocześnie człowiek bardzo towarzyski. Chętnie zaprasza na byzuchy (‘w odwiedziny’), czy geburstagi (‘urodziny’) i wręcza giweny (‘prezenty’). Lubi dobre żarcie, ale nie lubi jeść sam. Kiedy już kogoś zaprosi, stawia na stole nie tylko halby (‘półlitrówki’), lecz także śląskie krupnioki i żymloki. Popija mackawę (‘kawę zbożową’), sznitki (‘kromki’) smaruje tustym (‘smalcem’), a na deser je augustki (‘gatunek jabłek’) albo wieprzki (‘agrest’).

Kadr z filmu „Paciorki jednego różańca”Nie wyczerpałam oczywiście wszystkich wyrazów, które wynotowałam z omawianych filmów, ale już ten pobieżny przegląd pokazuje, że mimo iż wszystkie wymienione filmy tworzyli Ślązacy, ten filmowy obraz Ślązaka nie maluje się zbyt kolorowo w świetle leksyki gwarowej, której on używa. Leksyka ta służy raczej do wyrażania stanów i emocji negatywnych niż pozytywnych. Nie można jednak zarzucić twórcom filmów braku urozmaicenia wykorzystanej leksyki. Zaledwie trzy wyrazy (pierun, kiery i kie) powtarzają się we wszystkich sześciu filmach. Leksyka wspólna dla poszczególnych par filmów waha się od 16% (Ewa i Zgorszenie publiczne) do zaledwie 7% (Byzuch i Paciorki jednego różańca). Najmniej typowa (to znaczy najrzadziej notowana w słownikach) leksyka charakteryzuje Angelusa, najbardziej typowa – Paciorki jednego różańca, w których też mamy najwięcej leksyki ogólnogwarowej (czyli takiej, którą usłyszeć można nie tylko na Śląsku, lecz także na innych obszarach dialektalnych).

Mam świadomości, że w odniesieniu do kilku zaledwie filmów, które wzięłam tu pod uwagę, wnioski formułować należy bardzo ostrożnie. Są one tylko próbą przybliżenia zjawiska, jakim jest stereotypizacja gwar na ekranie i stereotypizacja za pomocą gwar.

Jeśli oglądaliście któryś z uwzględnionych filmów albo inne filmy, w których pojawiają się gwary, ciekawa jestem Waszego zdania na ten temat. Komentarze mile widziane.

4 odpowiedzi do “O łożerokach i cyc-halterach, czyli leksyka śląska na ekranie”

  1. Jaki świetny artykuł, szczególnie dla mnie jako Ślązaczki 😀 Niestety jak wszyscy na Śląsku ubolewam, że nie możemy się dogadać i nie skodyfikować wreszcie, do porządku, naszej gwary i tak wszyscy gołdają jak chcom (jestem z opolskiego, to gołdom, w katowickiem, godają i jak widzę, to w tej odmianie słowa są notowane 😉 Ech, a ja dla ułatwienia jeszcze po polsku komentarz piszę, gańba troszka D: ).

    Parę uwag do poszczególnych słów:
    Jakla – od małego tak mówię i nie wiem czy kiedykolwiek nauczę się polskich różnic między bluzą, swetrem, sweterkiem… Jak zapinane z przodu i nie tak grube jak kurtka (mantel), to to wszystko dla mnie jakle D:
    Rychtórka (czy jak w opolskiem – rechtórka) – to po prostu nauczycielka moim zdaniem.
    Robić (jako pracować) – nawet nie wiedziałam, że to nie jest polskie określenie…

    No i jeszcze raz, naprawdę ciekawy artykuł, części słów nawet nie słyszałam 🙂 Miło, że ktoś czasami coś popisze o śląsku.

    1. Dziękuję za komentarz 🙂 i za uwagę dotyczącą rychturki! Słowniki popularno-naukowe jej nie notują, a z kontekstu nie do końca wynikało, czy chodzi o nauczycielkę, czy instruktorkę tańca. Postaram się jeszcze coś o Śląsku w filmach napisać, myślę, że nie raz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *