Bałakanie w ciemności, czyli o gwarze lwowskiej ulicy słów kilka

Jako że książki o tematyce żydowskiej wyszukuję nie tylko na półkach bibliotek, lecz także księgarń, i pochłaniam w trybie natychmiastowym, to na początku 2012 roku, kiedy na ekrany polskich kin wchodził film W ciemności Agnieszki Holland, byłam już po lekturze wspomnień Krystyny Chiger.  Zdążyłam się więc zaprzyjaźnić z dziewczynką w zielonym sweterku i przyzwyczaić do patrzenia na lwowskie getto i lwowskie kanały oczyma dziecka. Być może dlatego sam film mnie trochę rozczarował. Bo chyba chciałam, żeby to była opowieść o Krysi i nie zaczynała się od obnażonych piersi Kingi Preis. Ale że urzekł mnie bałak w wykonaniu Roberta Więckiewicza, to obejrzałam ten film (a przynajmniej jego fragmenty) jeszcze kilka razy. Odtwórca roli Leopolda Sochy wspominał w jednym ze zwiastunów filmu, że Agnieszce Holland zależało na tym, aby film był w największym stopniu realistyczny, a ten realizm osiągnąć chciała również, a może przede wszystkim, na poziomie języka. Trzeba przyznać, że zarówno ona, jak i wykonawcy głównych ról wykazali się w tym zakresie profesjonalnym podejściem i skorzystali z konsultacji językowych.

A udzielał ich… Szczepcio. Oczywiście, nie Szczepcio, o którym poczytać mogliście w poprzednim wpisie, bo ten w 2011 roku już nie żył, ale Ryszard Mosingiewicz. Ten powojenny Szczepcio Lwów znał właściwie tylko z opowieści. Był rok 1945, a Mosingiewiczowie z trzymiesięcznym synem z pypką (‘smoczkiem’) w buzi zmuszeni byli szukać szczęścia poza miastem swojej młodości. Jechali do Wrocławia, zostali w Bytomiu, ale miłość do Lwowa i jego języka przekazali synowi, który w sztukach amatorskiego teatru „Pacałycha” odgrywał właśnie rolę Szczepcia. Mimo że z wykształcenia nie był aktorem (studiował prawo), to przez 20 lat dał kilkaset występów najpierw jako członek „Pacałychy”, następnie jako twórca własnego kabaretu „Teligentne batiary”.

No właśnie, bo bałak, czyli język lwowskiej ulicy i lwowskich przedmieść, to język tzw. baciarów. Sam wyraz batiar (baciar) pochodzi z języka węgierskiego, w którym oznacza ‘włóczęgę, człowieka poza prawem’ (tak przynajmniej twierdzi Witold Doroszewski). Leopold Socha słyszy w jednej z pierwszych scen filmu od swojej żony: „W jej wieku ty na ulicy mieszkał”. Lwowskie baciary to bowiem dzieci ulicy, również te, które w wieku kilkunastu lat ginęły w 1918 roku za polskość Lwowa. Rzeczownik bałak  pochodzi zaś od bałakać (lub: balikać), a to od ukraińskiego bałakaty – ‘mówić, opowiadać’ (taką informację znaleźć można w Słowniku warszawskim).

I tak jak przedwojenny Lwów, mowa jego mieszkańców to twór wielokulturowy i wielojęzykowy. W odróżnieniu od gwary warszawskiej, lwowski bałak nie powstał przez adaptację języka mieszkańców wsi do nowej sytuacji socjolingwistycznej. Od początku rozwijał się jako język mieszkańców przedmieść, a ci niekoniecznie pochodzili ze wsi. Jest to język szczególny, bo powstawał na terytorium niejednorodnym kulturowo i etnicznie jako odmiana języka polskiego, ale mocno nasycona cechami ukraińskimi.

Niełatwo było się go nauczyć osobom, które nigdy we Lwowie nie mieszkały – Robertowi Więckiewiczowi, Kindze Preis czy najmłodszemu z tej trójki Krzysztofowi Skoniecznemu (to już trzeci filmowy Szczepko na tym blogu). Stąd wielogodzinne lekcje z Ryszardem Mosingiewiczem, który najpierw przetłumaczył na bałak kwestie dialogowe, a następnie uczył aktorów nie tylko słów, lecz także (a może przede wszystkim) lwowskiej melodii i fonetyki. Pamiętajmy, że kresowy zaśpiew sprawił ogromne problemy nawet Władysławowi Hańczy. Kindze Preis i Krzysztofowi Skoniecznemu było o tyle łatwiej, że wychowali się we Wrocławiu – mieście, do którego przesiedlano wielu mieszkańców dawnych Kresów południowo-wschodnich. Co ciekawe, trzeci Szczepko podszedł do swojej roli bardzo profesjonalnie: jeszcze przed lekcjami z Ryszardem Mosingiewiczem obejrzał filmy z udziałem Kazimierza Wajdy i sam wybrał imię dla swojego bohatera, które twórcy filmu zaakceptowali.

No właśnie, a jeśli chodzi o zmiany w scenariuszu: W ciemności Agnieszki Holland to jeden z niewielu filmów, w których konsultanta językowego obejrzeć możemy na ekranie. W kulminacyjnej scenie, kiedy Socha wyprowadza z kanałów Krysię i jej rodziców, miała ich spotkać (w oryginalnej wersji scenariusza) stara lwowianka. Agnieszka Holland postanowiła nieco tę scenę zmodyfikować – zamieniła lwowiankę na lwowianina i w tej roli obsadziła właśnie Ryszarda Mosingiewicza, który z przerażeniem pyta Żydów: „Na litosierdzie boskie, a wy to skąd?” i otrzymuje odpowiedź: „Z martwych”.

Na zakończenie: czy zwróciliście uwagę, że twórcy filmu tylko na początku stosują napisy? Nie każą się nam wówczas domyślać, co znaczy poszkrabać (‘podrapać’), kurwy maty (‘kurwa mać’) itd. W pewnym momencie napisy znikają, a ich zniknięcie jest tak niezauważalne, że nawet trudno mi ten moment wskazać. Osłuchujemy się już z tą lwowską mową na tyle, że nawet, jeśli nie rozumiemy niektórych słów, tłumaczenie jest nam niepotrzebne i wiemy, że kiedy Wanda Socha w jednej z ostatnich scen filmu każe frygać, to nie jest to zachęta do tańca, tylko do jedzenia.

W kolejnym wpisie wracamy do Warszawy. Bo choć z założenia miałam pisać o gwarach ludowych, to nie mogę się oprzeć pokusie napisania o pewnym genialnym, a mało znanym filmie z Warszawą w tle i tytule.

* * *

A ten wpis ze specjalnym podziękowaniem dla Kogoś, dzięki komu w pewien styczniowy wtorek 2012 roku w ursynowskim kinie obejrzałam W ciemności po raz pierwszy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *