O ikaniu i ukaniu, czyli co Szczepcio i Tońcio mają wspólnego z samogłoskami

Miało być o Lwowie porównawczo, ale będzie o dwóch przedwojennych „leopolitach”, czy – jak kto woli: lwowiakach – i z urodzenia, i z ról filmowych. Tak w życiu, jak i w filmie byli niejako swoimi… chciałam napisać „negatywami”, ale to określenie nie pasuje do żadnego z bohaterów. Byli więc swoimi „pozytywami”: jeden to chuchrowaty, niski blondyn, drugi – dobrze zbudowany, wysoki brunet. Ten pierwszy – syn lwowskiego urzędnika z tradycjami – studiował prawo, spełniając aspiracje ojca. Drugi – typowy lwowski baciar – zdał eksternistyczne egzaminy i dostał się na politechnikę. Spotkali się w Polskim Radiu w latach trzydziestych minionego wieku, by bawić do łez dialogami odgrywanymi piękną gwarą lwowską. Wiecie już o kim mowa? Ten pierwszy to mieszkający na terenie parafii św. Antoniego Henryk Vogelfanger – filmowy Tońko, drugi – Kazimierz Wajda, znany z filmów jako Szczepcio – od wileńskiego kościoła św. Szczepana, do którego podobny był jego parafialny kościół. Jak widać, nawet imiona bohaterów filmowych habent sua fata… No właśnie, bo po dialogach radiowych przyszedł czas na stanięcie przed kamerami. Stanęli przed nimi trzy razy: pierwszy – przy okazji filmu o optymistycznym tytule Będzie lepiej, zrealizowanym w 1936 roku; drugi – grając Włóczęgów w roku 1939. Trzeciej próby ich talentu komediowego obejrzeć nie będziemy mieli okazji. Film Serca baciarów został wprawdzie ukończony tuż przed wybuchem wojny, ale w historycznej zawierusze zaginął ślad po jego negatywie. Ostały się gdzieś zaledwie 4 archiwalne kadry. Ale ponad dwie godziny filmów, które mamy do dyspozycji wystarczą, aby się wzruszyć i uśmiać do łez. A pisze to osoba, która, mając do wyboru dramat albo komedię, zawsze wybiera dramat 😉 Te ponad dwie godziny wystarczą również, aby się osłuchać z gwara lwowską, znów (podobnie jak w wypadku Zapomnianych piosenek) niestylizowaną, bo w wykonaniu rodowitych lwowiaków. Posłuchajcie, jak Szczepcio i Tońcio znajdują w parku dziecko i jak postanawiają stworzyć mu swego rodzaju rodzinę zastępczą:

Mamy tu zaśpiew, o którym opowiadałam przy okazji Podlasia. Mamy też dwie inne cechy systemowe (czyli powtarzalne na poziomie fonetyki) – tzw. ikanie i ukanie, wynikające ze zredukowanej wymowy samogłosek nieakcentowanych w dialekcie południowokresowym, w który gwara lwowska niewątpliwie się wpisuje.

Tak, wiem, zabrzmiało jak „el epentetyczne” na moich ostatnich zajęciach z językoznawstwa diachronicznego 🙂 Już tłumaczę z „gwary językoznawczej” na język ogólnozrozumiały. Ale żeby było jasne, musi być trochę teorii. Po pierwsze tej, że w językach wschodniosłowiańskich akcent jest ruchomy i w pewnym sensie odgrywa ważniejszą rolę niż akcent w języku polskim. W związku z tym gwary, które stykają się z tymi językami, dokonują na tym tle różnorodnych wariacji. Jedną z nich są właśnie zwężenia samogłosek. Zapraszam do ćwiczenia logopedycznego: Weźcie lusterko (no dobra, może być smartfon, tylko taki, w którym można się przejrzeć) i spróbujcie powiedzieć po kolei trzy głoski: a, e, i; a potem kolejne trzy: a, o, u. Przy pierwszej z nich nasze usta otwierają się dość szeroko, przy drugich robią się nieco węższe, przy trzecich –otwierają się najmniej. Dzięki temu możemy wyróżnić samogłoski szerokie, średniej szerokości (takie jak bary Szczepcia) i wąskie (jak barki Tońcia). W gwarach dialektu południowokresowego, w których akcent może padać w zupełnie innych miejscach niż w języku ogólnopolskim, samogłoska e pozbawiona akcentu zwęża się do i (i jest to tak zwane ikanie), a nieakcentowana samogłoska o zwęża się do u (i jest to tzw. ukanie). To tak, jakby rosły Szczepcio chciał się zmniejszyć do rozmiarów Tońcia.

Do Szczepcia i Tońcia wrócę jeszcze nie raz, bo zdobyli moje serce na zawsze. Tymczasem (czyli w kolejnym wpisie) zostaniemy jeszcze we Lwowie. Można powiedzieć, że Lwów Tońcia i Szczepcia to Lwów fonetyczny. Oglądając filmy z ich udziałem, nie mamy problemu ze zrozumieniem ich treści, nikt z nas nie potrzebuje napisów, ponieważ tego, co najbardziej utrudnia odbiór gwary na ekranie, czyli leksyki gwarowej, jest w tych filmach jak na lekarstwo. Mimo to nikt nie ma wątpliwości, że dwaj mistrzowie przedwojennej komedii pochodzą właśnie ze Lwowa. Do zbudowania tego przeświadczenia wystarczają: ukanie, ikanie, zaśpiew i zjawisko zwane śledzikowaniem, o którym kiedyś też opowiem. Żeby pokazać, jak różnie można budować wrażenie posługiwania się gwarą na ekranie, chcę Was zaprosić do innego filmowego Lwowa – takiego, w którym bez napisów, poruszalibyśmy się niemal jak W ciemności.

Jedna odpowiedź do “O ikaniu i ukaniu, czyli co Szczepcio i Tońcio mają wspólnego z samogłoskami”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *