„Diagnoza” śląszczyzny we współczesnym serialu, czyli dlaczego dialektolog ogląda serial o lekarzach z Rybnika

Trudno powiedzieć, co spowodowało swego rodzaju boom na polskie seriale medyczne. Być może jest on zasługą sukcesu nieśmiertelnego, ale nadal bijącego rekordy popularności Na dobre i na złe, a być może twórcy polskich Lekarzy starają się (choć w zupełnie innym stylu) powtórzyć fenomen Doktora House’a czy (może nawet bardziej) Ostrego dyżuru. Nie ulega też wątpliwości, że format seriali spod znaku Leśnej Góry doskonale nadaje się do stworzenia tworu gatunkowo eklektycznego, bo łączącego w sobie wątki obyczajowe, melodramatyczne, psychologiczne czy wreszcie kryminalne i mającego pełnić (przynajmniej w zamyśle twórców) zarówno funkcje rozrywkowe, jak i edukacyjne. Wszystko to starali się połączyć twórcy Diagnozy, której pierwszy odcinek drugiej serii wyemitował w miniony wtorek TVN. I choć dookoła słyszę pełno zachwytów pod adresem tego serialu, jakoś trudno mi się do nich przyłączyć. Jest jednak taka kategoria, w której wystawiam twórcom piątkę. I wszystko wskazuje na to, że druga seria dotrzyma pod tym względem kroku pierwszej.

Czytaj dalej „Diagnoza” śląszczyzny we współczesnym serialu, czyli dlaczego dialektolog ogląda serial o lekarzach z Rybnika

Język(onzawca) w filmie, czyli co ma wspólnego „Plan B” i dialektologia

Od czasów Nowego początku marzy mi się polski film, w którym głównym bohaterem byłby językoznawca. Najlepiej dialektolog. Najlepiej w spódnicy. I najlepiej z warszawskiej polonistyki 🙂 Mamy przecież w polskim kinie przedstawicieli niemal wszystkich zawodów świata (kolejność przypadkowa): policjantów, złodziei, psychologów, nauczycieli (również tych akademickich), domokrążców, lekarzy, prostytutki (w końcu to najstarszy zawód świata), psychologów, pracowników korpo i tak dalej, i tak dalej… A językoznawców? Brak. Właściwie brak. Pojawiają się w jednych tylko Barwach ochronnych Krzysztofa Zanussiego. Sami więc rozumiecie, że gdy tylko dowiedziałam się, że w Planie B Kingi Dębskiej pojawia się językoznawca, w dodatku dialektolog, w dodatku w spódnicy, w dodatku z Polonu, pognałam do kina 🙂

Czytaj dalej Język(onzawca) w filmie, czyli co ma wspólnego „Plan B” i dialektologia

Co słyszą widzowie, czyli jeszcze raz o języku w „Koronie królów”

Czy wiecie że… 1. W wielostronicowych podręcznikach i poradnikach poświęconych pisaniu scenariuszy filmowych treści dotyczące językowego kształtowania dialogów bohaterów zajmują zaledwie kilka stron? 2. W liczącej 677 stron monografii poświęconej kultowemu filmowi Faraon, nie ma ani jednego rozdziału dotyczącego warstwy dialogowej adaptacji powieści Prusa? 3. W zaledwie kilkunastu spośród tysięcy pozycji, składających się na polską literaturę filmoznawczą, przedmiotem opisu jest język bohaterów filmowych?  Jeśli chcecie się dowiedzieć, co to wszystko ma wspólnego z Koroną królów, zapraszam do lektury.

Czytaj dalej Co słyszą widzowie, czyli jeszcze raz o języku w „Koronie królów”

„Dzikie róże” i „Wściekłość”, czyli współczesne polskie kino o… języku i (braku) komunikacji

Mimo że ona ma na imię Ewa, a on Adam, to żadne z nich nie mieszka w Raju. Raju nie przypomina zresztą ani pobudowany gdzieś na końcu świata (a właściwie Dolnego Śląska) dom, w którym mieszka ona, ani deszczowa i brudna Warszawa, po której biega on. Ona jest matką, jak na Ewę przystało, on ojcem, w końcu ma na imię Adam. Ona całe dnie spędza z dziećmi pod nieobecność pracującego za granicą męża, on na całe dnie dzieci zostawia z żoną (czy raczej żonę z dziećmi). Ona swój czas dzieli między zrywaniem dzikich róż a wychowywaniem dzieci, on po pracy, która wypełnia mu większość doby, znajduje czas na wyrabianie formy na siłowni i bieganie po mieście. Ach, byłabym zapomniała – ona zdradziła męża, on – zdradza żonę. Adam i Ewa nigdy się nie spotkali. Ona – to bohaterka filmu „Dzikie róże” w reż. Anny Jadowskiej. On – bohater „Wściekłości” w reż. Michała Węgrzyna. On i ona z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego. Z pozoru też język nie odgrywa większej roli w żadnym z wymienionych filmów. Z pozoru.

Czytaj dalej „Dzikie róże” i „Wściekłość”, czyli współczesne polskie kino o… języku i (braku) komunikacji

O języku, który nie zagrał, czyli „Korona królów” pod pręgierzem

 

 

 

 

Zacznę od tego, że po pierwsze, zawsze kibicuję polskim produkcjom; po drugie, fala hejtu, która wylała się na Koronę królów, jeszcze przed emisją pierwszego odcinka sprawiła, że na przekór wszystkim bardzo chciałam znaleźć w niej coś pozytywnego i miałam nadzieję, że będzie to język jej bohaterów; po trzecie, bardzo rzadko przyjmuję kpiarski ton…  Niestety, Korona spadła z hukiem już po pierwszym odcinku, po drugim i trzecim było tylko gorzej. Czwartego na moim VOD już chyba nie będzie. No chyba, że zacznę się bawić w poszukiwacza wpadek…. Chociaż nie, bo jednak lubię szukać, a w Koronie królów wpadki podawane są na tacy…

Czytaj dalej O języku, który nie zagrał, czyli „Korona królów” pod pręgierzem

Gwara podhalańska w funkcji edukacyjnej, czyli „Owce w sieci” gadają po góralsku

Pomysł na wykorzystanie nieogólnopolskich odmian języka w polskim dubbingu filmów animowanych nie jest niczym nowym i trzeba przyznać, że twórcy ścieżek dialogowych do Krainy Lodu czy Delfina Pluma starali się (z powodzeniem) stanąć w tej materii na wysokości zadania. Dość oryginalnym pomysłem jest z kolei wykorzystanie gwary podhalańskiej w serii filmików edukacyjnych z cyklu Owce w sieci. Wbrew tytułowi tego wpisu w filmikach po góralsku nie gadają owce, tylko mądry Baca i naiwny Jasiek, gadają jednak bardzo ciekawymi głosami.

Czytaj dalej Gwara podhalańska w funkcji edukacyjnej, czyli „Owce w sieci” gadają po góralsku

Na śląskiej wieży Babel, czyli o językach w „Szczęściu świata”

Nie ulega wątpliwości, że dialektem najchętniej wykorzystywanym w filmach i serialach fabularnych jest dialekt śląski. Wynika to oczywiście z wielu różnych czynników. Do najważniejszych z nich należy zaliczyć fakt, że język jest dla mieszkańców Śląska integralnym elementem ich tożsamości i kultury. Również kultury masowej i popularnej, do której należy większość filmów i seriali fabularnych. Pewnie z tego powodu (choć nie tylko), kiedy Ślązacy robią film z gwarą śląską, to robią to dobrze. Jednym z najlepszych na to dowodów jest Szczęście świata w reż. Michała Rosy z 2016 roku.

Czytaj dalej Na śląskiej wieży Babel, czyli o językach w „Szczęściu świata”

Jak mówią „Gwiazdy”, czyli o zmarnowanym potencjale nie tylko piłkarskim

W najnowszym kinie polskim pojawia się ostatnio sporo śląskich akcentów. Również akcentów językowych. Jednak akcent, jak to akcent, jeśli jest obcy, to nie jest tak łatwy w realizacji, jak to się pozornie wydaje. Dowodem na to są Gwiazdy w też. Jana Kidawy-Błońskiego, które można jeszcze obejrzeć (i wysłuchać) w kinach.

Czytaj dalej Jak mówią „Gwiazdy”, czyli o zmarnowanym potencjale nie tylko piłkarskim

Język, o którym mówi się niewiele, czyli co zgrzyta w „Ostatniej rodzinie”

Ostatnia rodzina ze znakomitymi rolami Andrzeja Seweryna, Aleksandry Koniecznej i Dawida Ogrodnika jest niewątpliwie filmem wybitnym, wielopłaszczyznowym i trudnym. Obok zachwytów wzbudza też kontrowersje, szczególnie w środowiskach związanych z Beksińskimi. Można go obejrzeć raz i chcieć zapomnieć albo oglądać wielokrotnie i za każdym razem dostrzegać coś innego. Oglądając najpierw film Jana P. Matuszewskiego i konfrontując go z nagraniami realizowanymi przez samych Beksińskich, nie sposób nie chylić czoła przed artyzmem aktorskim i charakteryzatorskim twórców tego pierwszego. Jest jednak coś, co w Ostatniej rodzinie zgrzyta. I nie bez przyczyny piszę o tym na blogu poświęconym regionalnym i dialektalnym odmianom polszczyzny w filmie.

Czytaj dalej Język, o którym mówi się niewiele, czyli co zgrzyta w „Ostatniej rodzinie”