Język(onzawca) w filmie, czyli co ma wspólnego „Plan B” i dialektologia

Od czasów Nowego początku marzy mi się polski film, w którym głównym bohaterem byłby językoznawca. Najlepiej dialektolog. Najlepiej w spódnicy. I najlepiej z warszawskiej polonistyki 🙂 Mamy przecież w polskim kinie przedstawicieli niemal wszystkich zawodów świata (kolejność przypadkowa): policjantów, złodziei, psychologów, nauczycieli (również tych akademickich), domokrążców, lekarzy, prostytutki (w końcu to najstarszy zawód świata), psychologów, pracowników korpo i tak dalej, i tak dalej… A językoznawców? Brak. Właściwie brak. Pojawiają się w jednych tylko Barwach ochronnych Krzysztofa Zanussiego. Sami więc rozumiecie, że gdy tylko dowiedziałam się, że w Planie B Kingi Dębskiej pojawia się językoznawca, w dodatku dialektolog, w dodatku w spódnicy, w dodatku z Polonu, pognałam do kina 🙂

Czytaj dalej Język(onzawca) w filmie, czyli co ma wspólnego „Plan B” i dialektologia

Co słyszą widzowie, czyli jeszcze raz o języku w „Koronie królów”

Czy wiecie że… 1. W wielostronicowych podręcznikach i poradnikach poświęconych pisaniu scenariuszy filmowych treści dotyczące językowego kształtowania dialogów bohaterów zajmują zaledwie kilka stron? 2. W liczącej 677 stron monografii poświęconej kultowemu filmowi Faraon, nie ma ani jednego rozdziału dotyczącego warstwy dialogowej adaptacji powieści Prusa? 3. W zaledwie kilkunastu spośród tysięcy pozycji, składających się na polską literaturę filmoznawczą, przedmiotem opisu jest język bohaterów filmowych?  Jeśli chcecie się dowiedzieć, co to wszystko ma wspólnego z Koroną królów, zapraszam do lektury.

Czytaj dalej Co słyszą widzowie, czyli jeszcze raz o języku w „Koronie królów”

„Dzikie róże” i „Wściekłość”, czyli współczesne polskie kino o… języku i (braku) komunikacji

Mimo że ona ma na imię Ewa, a on Adam, to żadne z nich nie mieszka w Raju. Raju nie przypomina zresztą ani pobudowany gdzieś na końcu świata (a właściwie Dolnego Śląska) dom, w którym mieszka ona, ani deszczowa i brudna Warszawa, po której biega on. Ona jest matką, jak na Ewę przystało, on ojcem, w końcu ma na imię Adam. Ona całe dnie spędza z dziećmi pod nieobecność pracującego za granicą męża, on na całe dnie dzieci zostawia z żoną (czy raczej żonę z dziećmi). Ona swój czas dzieli między zrywaniem dzikich róż a wychowywaniem dzieci, on po pracy, która wypełnia mu większość doby, znajduje czas na wyrabianie formy na siłowni i bieganie po mieście. Ach, byłabym zapomniała – ona zdradziła męża, on – zdradza żonę. Adam i Ewa nigdy się nie spotkali. Ona – to bohaterka filmu „Dzikie róże” w reż. Anny Jadowskiej. On – bohater „Wściekłości” w reż. Michała Węgrzyna. On i ona z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego. Z pozoru też język nie odgrywa większej roli w żadnym z wymienionych filmów. Z pozoru.

Czytaj dalej „Dzikie róże” i „Wściekłość”, czyli współczesne polskie kino o… języku i (braku) komunikacji

O języku, który nie zagrał, czyli „Korona królów” pod pręgierzem

Zacznę od tego, że po pierwsze, zawsze kibicuję polskim produkcjom; po drugie, fala hejtu, która wylała się na Koronę królów, jeszcze przed emisją pierwszego odcinka sprawiła, że na przekór wszystkim bardzo chciałam znaleźć w niej coś pozytywnego i miałam nadzieję, że będzie to język jej bohaterów; po trzecie, bardzo rzadko przyjmuję kpiarski ton…  Niestety, Korona spadła z hukiem już po pierwszym odcinku, po drugim i trzecim było tylko gorzej. Czwartego na moim VOD już chyba nie będzie. No chyba, że zacznę się bawić w poszukiwacza wpadek…. Chociaż nie, bo jednak lubię szukać, a w Koronie królów wpadki podawane są na tacy…

Czytaj dalej O języku, który nie zagrał, czyli „Korona królów” pod pręgierzem

Gwara podhalańska w funkcji edukacyjnej, czyli „Owce w sieci” gadają po góralsku

Pomysł na wykorzystanie nieogólnopolskich odmian języka w polskim dubbingu filmów animowanych nie jest niczym nowym i trzeba przyznać, że twórcy ścieżek dialogowych do Krainy Lodu czy Delfina Pluma starali się (z powodzeniem) stanąć w tej materii na wysokości zadania. Dość oryginalnym pomysłem jest z kolei wykorzystanie gwary podhalańskiej w serii filmików edukacyjnych z cyklu Owce w sieci. Wbrew tytułowi tego wpisu w filmikach po góralsku nie gadają owce, tylko mądry Baca i naiwny Jasiek, gadają jednak bardzo ciekawymi głosami.

Czytaj dalej Gwara podhalańska w funkcji edukacyjnej, czyli „Owce w sieci” gadają po góralsku

Na śląskiej wieży Babel, czyli o językach w „Szczęściu świata”

Nie ulega wątpliwości, że dialektem najchętniej wykorzystywanym w filmach i serialach fabularnych jest dialekt śląski. Wynika to oczywiście z wielu różnych czynników. Do najważniejszych z nich należy zaliczyć fakt, że język jest dla mieszkańców Śląska integralnym elementem ich tożsamości i kultury. Również kultury masowej i popularnej, do której należy większość filmów i seriali fabularnych. Pewnie z tego powodu (choć nie tylko), kiedy Ślązacy robią film z gwarą śląską, to robią to dobrze. Jednym z najlepszych na to dowodów jest Szczęście świata w reż. Michała Rosy z 2016 roku.

Czytaj dalej Na śląskiej wieży Babel, czyli o językach w „Szczęściu świata”

Jak mówią „Gwiazdy”, czyli o zmarnowanym potencjale nie tylko piłkarskim

W najnowszym kinie polskim pojawia się ostatnio sporo śląskich akcentów. Również akcentów językowych. Jednak akcent, jak to akcent, jeśli jest obcy, to nie jest tak łatwy w realizacji, jak to się pozornie wydaje. Dowodem na to są Gwiazdy w też. Jana Kidawy-Błońskiego, które można jeszcze obejrzeć (i wysłuchać) w kinach.

Czytaj dalej Jak mówią „Gwiazdy”, czyli o zmarnowanym potencjale nie tylko piłkarskim

Język, o którym mówi się niewiele, czyli co zgrzyta w „Ostatniej rodzinie”

Ostatnia rodzina ze znakomitymi rolami Andrzeja Seweryna, Aleksandry Koniecznej i Dawida Ogrodnika jest niewątpliwie filmem wybitnym, wielopłaszczyznowym i trudnym. Obok zachwytów wzbudza też kontrowersje, szczególnie w środowiskach związanych z Beksińskimi. Można go obejrzeć raz i chcieć zapomnieć albo oglądać wielokrotnie i za każdym razem dostrzegać coś innego. Oglądając najpierw film Jana P. Matuszewskiego i konfrontując go z nagraniami realizowanymi przez samych Beksińskich, nie sposób nie chylić czoła przed artyzmem aktorskim i charakteryzatorskim twórców tego pierwszego. Jest jednak coś, co w Ostatniej rodzinie zgrzyta. I nie bez przyczyny piszę o tym na blogu poświęconym regionalnym i dialektalnym odmianom polszczyzny w filmie.

Czytaj dalej Język, o którym mówi się niewiele, czyli co zgrzyta w „Ostatniej rodzinie”